Opublikowany w czwartek, 2 października 2008 .
Prezentacje multimedialne stały się już narzędziem pracy szkoleniowców i wykładowców, a ich tworzenie jest pewnego rodzaju sztuką, w której w celu zwiększenia atrakcyjności przekazu często sięga się również po cudzą twórczość.
W profesjonalnie przygotowanych prezentacjach można znaleźć pobrane wprost z Internetu zdjęcia, grafiki, obrazki, krótkie filmiki, które umieszczone w slajdach prezentacji stają się jej częścią. Warto jednak pamiętać o tym, że korzystanie z cudzej twórczości, w tym również w ramach przygotowywanej prezentacji, musi mieścić się w granicach nakreślonych przez prawo autorskie. Czytaj dalej…
Opublikowany w piątek, 12 września 2008 .
[Wersja zaktualizowana 12-09-2008]
Każdy z nas robiąc zdjęcia, tworząc grafikę albo umieszczając na blogu swoje przemyślenia, w świetle prawa autorskiego traktowany jest jako twórca (autor). Jednocześnie tworząc w Internecie, ciągle korzystamy z dorobku innych ludzi. Na naszych stronach, czy blogach umieszczamy zdjęcia, obrazki i teksty - utwory innych osób. Czy jest to legalne? Co do zasady, korzystanie z cudzych dzieł wymaga zgody ich twórców. Z drugiej strony, system prawny nie może dopuścić - w interesie szeroko pojmowanego społeczeństwa i prawa dostępu do dóbr kultury - do całkowitej monopolizacji utworów. Utwory to nie rzeczy, prawo autorskie to nie własność. Czytaj dalej…
Opublikowany w poniedziałek, 8 września 2008 .
Gra “Spore” jest reklamowana prawie wszędzie, od miesięcy jest typowana na megahit. Jak się okazuje, stosowane w niej zabezpieczenia (można ją tylko trzy razy zainstalować) spowodowały furię (istotne niezadowolenie) co niektórych - pisze o tym m.in. gamecorner w swoim artykule.
O prawie autorskim i granicach jego ochrony pisaliśmy wielokrotnie, ostatnio w artykule Pliki z Internetu - czy jesteśmy piratami, czy też nie? Case Spore jest wręcz modelowy - można się zastanawiać biznesowo, jaki sens ma DRM (bajki o utraconych milionach są w dużej mierze wyssane z palca, bardzo ciekawie na ten temat Rob Fahey z gamesindustry.biz), ale można też prawnie. Czytaj dalej…
Opublikowany w piątek, 29 sierpnia 2008 .
Ostatnio w Rzeczpospolitej ukazały się dwa artykuły dotyczące pobierania plików muzycznych i audiowizualnych z Internetu - najpierw artykuł Pana Sławomira Wikariaka, z komentarzem Pani Mecenas Katarzyny Lasoty (dopuszczający ściąganie), a następnie replika Pana Mecenasa Oskara Tułodzieckiego (negująca legalność takich działań). I ta replika warta jest komentarza.
Autor stawia kilka tez, zmierzających do istotnego ograniczenia instytucji dozwolonego użytku. Podane argumenty, w moim przekonaniu, nie bronią się wystarczająco, a najdalej idące wnioski wynikają z niezrozumienia istoty zarówno prawa autorskiego w ogólności, jak i dozwolonego użytku w szczególności. Czytaj dalej…
Opublikowany w poniedziałek, 25 sierpnia 2008 .
Dzisiejsza Gazeta Prawna zamieściła informację o pracach Komisji Europejskiej zmierzających do wydłużenia okresu ochrony praw autorskich do nagrań dźwiękowych z 50 (według obecnej dyrektywy, w Polsce mamy 70 letni okres ochrony) do 95 lat. Jest to jeden z mega-tematów prawa autorskiego, wart dłuższego artykułu. Teraz, na szybko i ad vocem: to zły pomysł. Bardzo zły. Najważniejszy z argumentów to … Czytaj dalej…
Opublikowany w piątek, 8 sierpnia 2008 .
Rzeczpospolita prezentuje wypowiedź Pana Mecenasa Oskara Tułodzieckiego dotyczącą dozwolonego użytku osobistego, czytaj ściągania plików z sieci. Artykuł ciekawy, choć moim zdaniem w prawie wszystkich istotnych kwestiach błędny :). Ponieważ zarówno Autor, Wydawca jak i tematyka wymaga wyważonych słów i przemyślanej repliki, komentarz i kontr-artykuł po weekendzie.
Jedna tylko uwaga na marginesie - o ile chcemy prowadzić dyskusję merytoryczną a nie czystą publicystykę, dobrze by trzymać się pewnych ram językowych. Wbrew tytułowi (pytanie, czy Autora czy Wydawcy) ściąganie filmów to na pewno nie kradzież. Vide art. 278 kk i każdy komentarz do tego przepisu.
Opublikowany w piątek, 1 sierpnia 2008 .
Jak podaje webhosting.pl plus cała masa innych mediów, YouTube i Google znów ma kłopoty prawne, tym razem ze strony koncernu Berlusconiego. Pozew - bagatela - na 500 milionów euro.
Cały spór zapewne skupi się na wielokrotnie odgrzewanej kwestii, w jakim zakresie provider typu YouTube odpowiada za przechowywane treści. Co do zasady nie odpowiada. Ale przepisy są elastyczne, a wyroki zaczynają iść w stronę przeciwną do interesów providerów.
Oczywiście, formalnie, na YouTube dochodzi do masowego łamania praw autorskich. Nie tylko tam, większość serwisów związanych z web 2.0 ma ten problem. Pytanie tylko, czy powinniśmy miotać się w obecnym systemie prawa autorskiego, czy zmienić podstawowe zasady ochrony. Zamiary ustawodawcze kierują się raczej ku “przykręceniu śruby” (vide szalony zupełnie pomysł odcinania Internetu) co IMHO oznacza walkę starymi metodami z nową rzeczywistością. Walkę w dłuższej perspektywie przegraną, ale ofiar będzie wiele.