<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>itlaw.pl - prawo it dla it</title>
	<atom:link href="http://itlaw.computerworld.pl/index.php/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://itlaw.computerworld.pl</link>
	<description>Blog naszych refleksji o prawie IT. Opowieść o tym, jak prawo zderza się z nowymi technologiami i co z tego zderzenia wynika.</description>
	<pubDate>Tue, 04 Nov 2008 12:47:45 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.5</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Bajki i nie-bajki</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/11/04/ba-i-nie-bajki/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/11/04/ba-i-nie-bajki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Nov 2008 12:47:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Maruta</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Notka]]></category>

		<category><![CDATA[wdrożenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=204</guid>
		<description><![CDATA[Fajna bajka w computerworld. Można się pośmiać, że oczywistości, ale co tam - i tak nic się nie zmienia. Ostatnio mam sporo przykładów z mniej lub bardziej udanych wdrożeń i tak na gorąco nawiązując do bajki, wydaje mi się, że przyczyn porażek (częstokroć nazywanych sukcesami, bo system rusza, choć po czasie i za dwa razy więcej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Fajna <a href="http://www.computerworld.pl/artykuly/59779/Byl.sobie.krol.html">bajka</a> w computerworld. Można się pośmiać, że oczywistości, ale co tam - i tak nic się nie zmienia. Ostatnio mam sporo przykładów z mniej lub bardziej udanych wdrożeń i tak na gorąco nawiązując do bajki, wydaje mi się, że przyczyn porażek (częstokroć nazywanych sukcesami, bo system rusza, choć po czasie i za dwa razy więcej, ale rusza) jest kilka:<span id="more-204"></span></p>
<ul>
<li>znany psychologiczny mechanizm przeceniania dobrych scenariuszy, niedoszacowania złych. Co ciekawe, w świecie IT praktyka powinna zredukować ten mechanizm, ale nie redukuje. </li>
<li>mnie znany, mniej psychologiczny ale bardzo prawniczy mechanizm wiary w sankcje - są one rzecz jasna konieczne, ale cała uroda umów IT jest w dobrym opisaniu projektu - od zasad wynagradzania, przez procedury współpracy, change control, SLA, odbiory i testy, stabilizacje i utrzymanie, etc etc. To jest clou umowy i szansa sukcesu, ale często unika się rozbudowanych klauzul gdyż wykazują one nierealne założenia (np. budowa harmonogramu wdrożenia z uwzględnieniem okresu testowania a obiecany termin końcowy). A więc cała para prawnicza idzie w kary umowne, odstąpienia etc, na dodatek często bez sensu - rzadko kiedy zamawiający chce odstąpić od umowy w całości (czy wypowiedzieć umowę &#8221;bezzwłocznie&#8221;), a opisanie odstąpienia częściowego to już rzadkość i precyzyjna robota. Mamy więc rewelacyjnie procesowo zabezpieczone umowy na nierealne cele i scenariusze.</li>
<li>za mało czasu, za mało pieniędzy na czynności przedkontraktowe - audyty, priorytety, konsulting wewnętrzny i zewnętrzny. Przy sporych budżetach na samą realizację.</li>
<li>prawnicy nie słuchają PM-ów, PM nie słucha prawników. Powstają cudowne umowy, nawet spójne i logiczne, tylko nie na temat. Umowa swoje, projekt swoje. W razie jakiegokolwiek zamieszania następuje trzęsienie ziemi, bo stan faktyczny jest n! od stanu prawnego. </li>
<li>pewnie jeszcze cała masa, ale to tylko taki krótki wpis :)  </li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/11/04/ba-i-nie-bajki/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Organizacja zbiorowego zarządzania - przedsiębiorca li to, czy nie?</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/10/12/organizacja-zbiorowego-zarzadzania-przedsiebiorca-li-to-czy-nie/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/10/12/organizacja-zbiorowego-zarzadzania-przedsiebiorca-li-to-czy-nie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Oct 2008 18:40:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Maruta</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Notka]]></category>

		<category><![CDATA[autorskie]]></category>

		<category><![CDATA[ZAIKS]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=203</guid>
		<description><![CDATA[W odpowiedzi na artykuł Pana Krzysztofa Siewicza, ukazała się w Rzeczpospolitej wypowiedź Pana Michała Błeszyńskiego &#8220;czy rzeczywiście organizacje zbiorowego zarządzania są przedsiębiorcami&#8220;? Problem ciekawy, acz polemika wydaje mi się całkowicie nietrafiona.
Generalne tezy autora polemiki są trzy - ozz-y są stowarzyszeniami, muszą mieć zezwolenie ministra, mają szczególna pozycję. To wszystko prawda, tylko co z tego?
Szczególna pozycja [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi na <a href="http://www.rp.pl/artykul/195022.html">artykuł</a> Pana Krzysztofa Siewicza, ukazała się w Rzeczpospolitej wypowiedź Pana Michała Błeszyńskiego &#8220;<a href="http://www.rp.pl/artykul/64143,202808_Czy_rzeczywiscie_organizacje_zbiorowego_zarzadzania__sa_przedsiebiorcami_.html">czy rzeczywiście organizacje zbiorowego zarządzania są przedsiębiorcami</a>&#8220;? Problem ciekawy, acz polemika wydaje mi się całkowicie nietrafiona.</p>
<p>Generalne tezy autora polemiki są trzy - ozz-y są stowarzyszeniami, muszą mieć zezwolenie ministra, mają szczególna pozycję. To wszystko prawda, tylko co z tego?<span id="more-203"></span></p>
<p>Szczególna pozycja jest faktem, choć szczerze powątpiewam w pierwszoplanowość &#8220;funkcji ochronnej&#8221; wobec &#8220;wielkich użytkowników&#8221;. Nie podważając modelu zbiorowego zarządu (póki co jest w pewnych wypadkach konieczny), w mojej ocenie mamy zbyt często do czynienia z wynaturzeniem tej instytucji (i skrajnym naciąganiem przepisów prawa autorskiego), a ściganie internautów za strony &#8220;fanowskie&#8221; z fragmentami filmów czy chwytów gitarowych jest żałosne. <strong>Nie widzę żadnej przesłanki, by ta szczególna - na dobre i na złe - funkcja ozz miała jakikolwiek wpływ na ewentualny status przedsiębiorcy</strong>.</p>
<p><strong>Zezwolenie ministra też nie ma nic do rzeczy</strong>. Są przedsiębiorstwa, które działają w oparciu o zezwolenia czy koncesje i nie zmienia to ich prawnego statusu. Czemu akurat ozz miałby być traktowany szczególnie?</p>
<p><strong>Zupełnie nietrafiony jest argument o &#8220;wyjątkowości&#8221; formy stowarzyszenia</strong>. Stowarzyszenia mogą prowadzić działalność gospodarczą i taka działalność wymaga wpisu do rejestru przedsiębiorców - i wynika to wprost, z czystej, literalnej wykładni art. 34 ustawy prawa o stowarzyszeniach. Decyduje spełnienie przesłanek &#8220;działalności gospodarczej&#8221;, a nie forma.</p>
<p>Mam wrażenie, że główną tezą jest próba szczególnego traktowania ozz ze względów na ich rolę w gospodarce. Nie jest to teza za którą mogę się opowiedzieć - z biznesowej perspektywy, <strong>ozz-y zachowują się jak gracze rynkowi, i to bardzo agresywni gracze rynkowi, korzystający z przysługującego im monopolu.</strong> Co więcej, gracze ci generują potężne przychody, które w istotnym wymiarze finansowym idą na zaspokojenie ich wewnętrznych potrzeb (od pensji po samochody). <strong>Z prawnego punktu widzenia argument o &#8220;szczególnej&#8221; pozycji i wynikających z niej przywilejach jest jeszcze bardziej dyskusyjny.</strong> Dziesiątki stricte społecznych inicjatyw w formie stowarzyszeń i fundacji borykają się z problemem działalności gospodarczej, ale respektują przepisy. Dlaczego mamy traktować wyjątkowo akurat OZZ?</p>
<p>Bardzo żałuję, że autor w polemice nie zajął się najistotniejszym zagadnieniem, czyli <strong>spełnieniem przez działalność ozz przesłanek z ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. To clou problemu. </strong>Dla mnie argumenty Pana Siewicza są przekonywające, ale dobrze by było usłyszeć argumentację przeciwną.</p>
<p> </p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/10/12/organizacja-zbiorowego-zarzadzania-przedsiebiorca-li-to-czy-nie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Prezentacje multimedialne a prawo autorskie</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/10/02/prezentacje-multimedialne-a-prawo-autorskie/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/10/02/prezentacje-multimedialne-a-prawo-autorskie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Oct 2008 20:58:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agnieszka Wachowska</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Artykuł]]></category>

		<category><![CDATA[autorskie]]></category>

		<category><![CDATA[Internet]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=202</guid>
		<description><![CDATA[ 
Prezentacje multimedialne stały się już narzędziem pracy szkoleniowców i wykładowców, a ich tworzenie jest pewnego rodzaju sztuką, w której w celu zwiększenia atrakcyjności przekazu często sięga się również po cudzą twórczość.
W profesjonalnie przygotowanych prezentacjach można znaleźć pobrane wprost z Internetu zdjęcia, grafiki, obrazki, krótkie filmiki, które umieszczone w slajdach prezentacji stają się jej częścią. Warto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> </p>
<p>Prezentacje multimedialne stały się już narzędziem pracy szkoleniowców i wykładowców, a ich tworzenie jest pewnego rodzaju sztuką, w której w celu zwiększenia atrakcyjności przekazu często sięga się również po cudzą twórczość.</p>
<p>W profesjonalnie przygotowanych prezentacjach można znaleźć pobrane wprost z Internetu zdjęcia, grafiki, obrazki, krótkie filmiki, które umieszczone w slajdach prezentacji stają się jej częścią.<strong> Warto jednak pamiętać o tym, że korzystanie z cudzej twórczości, w tym również w ramach przygotowywanej prezentacji, musi mieścić się w granicach nakreślonych przez prawo autorskie</strong>.<span id="more-202"></span><strong></strong></p>
<p><strong></p>
<h3>W dozwolonych granicach</h3>
<p></strong></p>
<p> </p>
<p><strong>Możliwość wykorzystania innych utworów w tworzonej przez nas prezentacji zależy od tego, czy takie działanie mieści się w granicach dozwolonego użytku prywatnego<span style="font-weight: normal;">. Instytucja ta dopuszcza nieodpłatne korzystanie z już rozpowszechnionego pojedynczego egzemplarza utworu przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.</span></strong></p>
<p>Oznacza to, że w <strong>prezentacji przygotowanej jedynie dla wąskiego grona osób, z którymi pozostajemy w związku osobistym, wolno nam zamieszczać dowolne cudze utwory</strong>, pod warunkiem oczywiście że dana prezentacja nie zostanie rozpowszechniona i udostępniona osobom spoza tego grona. </p>
<p>Problem pojawia się, gdy prezentacja z elementami cudzej twórczości odbywa się na szerszym forum, np. podczas prowadzonych szkoleń, wykładów, czy też zamieszczona jes na ogólnodostępnej stronie www. Działanie takie nie może być uznane za dozwolony użytek prywatny.</p>
<h3><strong>Prawo cytatu<br />
</strong></h3>
<p><strong>Jedynym ratunkiem zatem pozwalającym na wykorzystanie we własnej twórczości cudzych utworów jest<span style="font-weight: normal;"> kolejna instytucja prawa autorskiego: dozwolony użytek publiczny, w szczególności </span>prawo cytatu<span style="font-weight: normal;"> uregulowane w art. 29 ust. 1 prawa autorskiego.</span><br />
</strong></p>
<p><span>Cytat mieszczący się w granicach przewidzianych przez prawo jest instytucją, z której korzystać może każdy, i to w dodatku nieodpłatnie. Prawo cytatu zezwala na przytaczanie, w utworach stanowiących samoistną całość, urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnieniem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.</span></p>
<p>Twórczy charakter prezentacji może przejawiać się zarówno w samej jej treści, jak również w odpowiednim doborze i zestawieniu materiałów. N<strong>ie oznacza to oczywiście, że każde wykorzystanie cudzej twórczości we własnym samoistnym dziele stanowić będzie dozwolony przez prawo autorskie cytat. Zastosowany cytat nie może bowiem wykraczać poza pewne ustalone w ustawie granice objętościowe oraz musi być zastosowany w jednym z przewidzianych przez ustawę celów</strong>.</p>
<p>Art. 29 ust. 1 nie określa wprost, jakie rozmiary może przybrać cytat, ale wskazuje jedynie ogólne przesłanki dozwolonego cytowania. Warunek ograniczający cytowanie jedynie do przytaczania urywków utworów lub drobnych utworów w całości ma przede wszystkim chronić pierwotnego twórcę przed odtworzeniem w całości zapożyczonego dzieła. Rozmiar dozwolonego cytatu nie może być na tyle duży, aby dochodziło w gruncie rzeczy do reprodukcji cudzego dzieła.</p>
<p> </p>
<p><strong>Cytowany utwór nie powinien zatem dominować nad utworem, w którym jest wykorzystany – powinien być możliwie jak najmniejszy, a jednocześnie na tyle obszerny, aby cel cytatu mógł zostać osiągnięty.<br />
</strong></p>
<p><span>Przy każdorazowej ocenie dozwolonych wielkości cytatu uwzględnić należy przede wszystkim kontekst, w jakim dany cytat występuje w prezentacji, oraz cel jego przytoczenia. Przy określaniu dozwolonych granic tej instytucji posiłkować można się również zwyczajami wykształconymi w praktyce przygotowywania profesjonalnych prezentacji. Zwyczaje takie bowiem niekiedy wskazują na społecznie akceptowalne ramy wykorzystania prawa cytatu.<br />
</span></p>
<h3><strong>Ważny jest cel<br />
</strong></h3>
<p><strong>Art. 29 ust. 1 prawa autorskiego dopuszcza jedynie cytat uzasadniony celem wyjaśnienia, analizy krytycznej, nauczania oraz praw gatunku twórczości. <span style="font-weight: normal;">Wymienione w ustawie cele przepis ten traktuje alternatywnie, wystarczy więc spełnienie jednego z nich, by cytat mógł się mieścić w granicach dozwolonego użytku publicznego.</span><br />
</strong></p>
<p><span>Przy cytowaniu cudzych utworów w prezentacjach multimedialnych, ze względu na cel sporządzania oraz charakter zdecydowanej większości samych prezentacji, <strong>najczęściej będziemy mieli do czynienia z celem nauczania lub wyjaśnienia</strong>. Cytat służący nauczaniu nie musi być związany z procesem edukacji szkolnej oraz edukacji ściśle naukowej, gdyż ustawa nie określa, na rzecz jakich podmiotów wymienione pola eksploatacji zostały przewidziane. <strong>Zatem również osoby przeprowadzające szkolenia, bez względu na ich komercyjny charakter, mogą posługiwać się cytatem uzasadnionym celem nauczania,</strong> pod warunkiem oczywiście że w materiałach przez nie prezentowanych cytat znajduje swoje uzasadnienie.</span></p>
<p>Przy wytyczaniu ram cytatu realizowanego w celu nauczania najważniejsze jest, by cytat taki był wewnętrznie związany z wywodami autora posługującego się nim, tzn. aby cytat ilustrował to, co cytujący autor chce przekazać bądź też pokazać. Bez wątpienia cytat zastosowany w prezentacji uzasadniony będzie celem nauczania w wypadku prezentacji krótkich filmów reklamowych, w ramach omawiania skutecznych form marketingu, czy też w razie pokazania obrazów współczesnych twórców przy przedstawianiu tematu sztuki nowoczesnej. Konieczność wykorzystania danego materiału celem nauczania powinna być uzasadniona lepszym zrozumieniem pewnych kwestii przez odbiorcę, a tym samym efektywnością, z jaką cel w postaci nauczania jest realizowany.</p>
<p><span>Natomiast<strong> w wypadku cytatu uzasadnionego wyjaśnieniem wykorzystany fragment cudzej twórczości powinien być niezbędny dla jasności i pełnego zrozumienia wywodu autora prezentacji.</strong> Cytat ten będzie zastosowany prawidłowo, jeśli jest ściśle powiązany z własną twórczością cytującego, stanowiąc niejako dodatkowy dowód przytaczanych opinii i twierdzeń, lub też służy poszerzaniu własnej argumentacji.</span></p>
<h3>Czego nie wolno</h3>
<p><strong><span style="font-weight: normal;">Umieszczanie w prezentacjach multimedialnych materiałów rozrywkowych, niezwiązanych bezpośrednio z tematem prowadzonego szkolenia, wykorzystanych jedynie w celu rozbawienia słuchaczy bądź też rozluźnienia atmosfery, uznać należy za niemieszczące się w dozwolonym wykorzystaniu cytatu celem nauczania.</span><br />
</strong></p>
<p><strong><span style="font-weight: normal;">Podobnie dzieje się w razie umieszczenia w prezentacji elementów cudzej twórczości niezwiązanych bezpośrednio z wyjaśnianym lub tłumaczonym zagadnieniem, służących jedynie uatrakcyjnieniu przekazu. W mojej ocenie wplatanie w slajdy prezentacji zdjęć, obrazków czy grafik, mających na celu jedynie „upiększenie” prezentacji, należy uznać za niemieszczące się w celu cytatu, a tym samym za naruszające majątkowe prawa autorskie twórcy wykorzystanego w ten sposób utworu.</span><br />
</strong></p>
<p><span>Niedozwolone jest również stosowanie cytatu jedynie w celu oszczędzenia sobie czasu i wysiłku związanego z opisywaniem pewnych zjawisk. Takie bowiem stosowanie cytatu prowadzi do naruszenia słusznych interesów twórcy, a tym samym znajduje się poza granicami wytyczonymi dla instytucji dozwolonego użytku.<br />
</span></p>
<h3><strong>Koniecznie oznaczyć<br />
</strong></h3>
<p><span>Cytat wykorzystany zgodnie z wszelkimi przesłankami opisanymi w art. 29 ust. 1 prawa autorskiego koniecznie należy oznaczyć. <strong>Najczęstszym błędem prowadzącym do naruszenia prawa autorskiego przez twórców prezentacji jest niepodpisywanie zastosowanego cytatu.</strong> Niewłaściwe oznaczenie danych wymaganych przez art. 34 prawa autorskiego, tj. podanie niepełnego źródła, może stanowić naruszenie osobistych praw autorskich. Ponadto niewskazanie twórcy oraz źródła, z którego cudzy utwór jest cytowany, może sugerować, że fragment pochodzi od samego autora takiej prezentacji. Wobec tego pod każdym zacytowanym utworem (tj. obrazkiem, filmem itp.) koniecznie należy podać autora oraz źródło, z którego dany utwór pochodzi. <strong>Jeśli cudzy utwór pobrany jest z Internetu, a zidentyfikowanie twórcy nie jest możliwe, wystarczy podać źródło w postaci adresu strony WWW, z której ściągnięto dany utwór</strong>.<br />
</span></p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/10/02/prezentacje-multimedialne-a-prawo-autorskie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>NASZE TOP FIVE: Status prawny adresów IP z punktu widzenia zasad ochrony danych osobowych.</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/25/nasze-top-five-status-prawny-adresow-ip-z-punktu-widzenia-zasad-ochrony-danych-osobowych/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/25/nasze-top-five-status-prawny-adresow-ip-z-punktu-widzenia-zasad-ochrony-danych-osobowych/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Sep 2008 09:59:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michal Barta</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Artykuł]]></category>

		<category><![CDATA[dane osobowe]]></category>

		<category><![CDATA[Internet]]></category>

		<category><![CDATA[IP]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=201</guid>
		<description><![CDATA[[Wersja zaktualizowana 25.09.2008]
„Jeśli firma nie istnieje w Internecie, to w ogóle nie istnieje” – głosi powszechnie przywoływany slogan i… trudno się z nim nie zgodzić. Banalne jest wręcz stwierdzenie, że obecnie nie da się prowadzić jakiejkolwiek działalności biznesowej bez względu na jej charakter, jak i rozmiar bez dysponowania własnymi stronami WWW, adresami e-mail, a coraz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #800000;">[Wersja zaktualizowana 25.09.2008]</span></p>
<p><em>„Jeśli firma nie istnieje w Internecie, to w ogóle nie istnieje” </em>– głosi powszechnie przywoływany slogan i… trudno się z nim nie zgodzić. Banalne jest wręcz stwierdzenie, że obecnie nie da się prowadzić jakiejkolwiek działalności biznesowej bez względu na jej charakter, jak i rozmiar bez dysponowania własnymi stronami WWW, adresami e-mail, a coraz częściej także serwisem WAP.   Sytuacja taka w oczywisty sposób zmusza menedżerów do uwzględnienia w trakcie budowania modeli biznesowych inwestycji w infrastrukturę IT, a także coraz bardziej wyrafinowane usługi internetowe oraz systemy zarządzania informacją elektroniczną. <strong>Naturalna koncentracja na optymalizacji rozwiązania technologicznego pod kątem oczekiwań biznesowych bardzo często idzie jednak w parze z niedocenieniem lub wręcz ignorowaniem aspektu prawnego związanego z funkcjonowaniem systemów służących do zbierania, przetwarzania oraz udostępniania informacji drogą elektroniczną</strong>. To błąd, który może skutkować niebagatelnymi konsekwencjami w zakresie odpowiedzialności cywilnej, konsekwencjami o charakterze administracyjnym, jak i -  skrajnych przypadkach – nawet odpowiedzialnością karną. Oprócz coraz powszechniej identyfikowanych ograniczeń prawnych stawianych korzystaniu z przedmiotów praw własności intelektualnej do poszczególnych rodzajów informacji, jej zbiorów lub komponentów (autorskie prawa majątkowe, prawa własności przemysłowej, prawa do baz danych) oraz obowiązków związanych ze świadczeniem szeroko definiowanych przez prawo usług elektronicznych,<strong> nie mniej istotną rolę odgrywają regulacje prawne określające ramy i warunki legalnego przetwarzania informacji dotyczących osób fizycznych, tj. zasady przetwarzania danych osobowych.<span id="more-201"></span></strong>Obserwując porównawczo wysiłki legislacyjne w tym obszarze jak również tendencje interpretacyjne dotyczące istniejących regulacji bezsprzecznie uznać należy, że region europejski ewidentnie przoduje we wzmacnianiu ochrony prawnej na tym polu, wyznaczając bardzo wysokie standardy ochrony prywatności, w tym danych osobowych. Konsekwencją takiego podejścia musi być oczywiście stawianie rygorystycznych wymagań i limitów dla swobodnego operowania informacją o charakterze indywidualnym. Z uwagi na członkowstwo Polski w strukturach Unii Europejskiej rozwiązania takie automatycznie lub w bardzo krótkim czasie po ich przyjęciu stają się obowiązującym w Polsce prawem lub – z uwagi na obowiązek tzw. pro unijnej wykładni przepisów prawnych - w praktyce obowiązującą jego interpretacją.    Dużą rolę w niedocenianiu problemu ograniczeń w dysponowaniu informacją personalną zbieraną od użytkowników przy wykorzystaniu sieci informatycznych <strong>odgrywa wciąż niestety pokutujące przekonanie, że do momentu w którym użytkownik nie zostanie poddany procedurze w ramach której dobrowolnie poda określone informacje dotyczące jego osoby (np. wypełni formularz rejestracyjny zawierający jego dane) dane „automatycznie” zbierane od niego w związku z korzystaniem z określonych zasobów informatycznych pozostają w pełni anonimowe</strong>, a skoro tak, nie pojawia się w takim przypadku problem ochrony prywatności, czy też bardziej szczegółowo problem przetwarzania danych osobowych.  Przekonanie to oparte jest na założeniu, że skoro powszechna komunikacja internetową (np. publiczny dostęp do stron WWW) polega de facto na komunikacji komputera z komputerem, to w normalnych warunkach tożsamość użytkownika pozostaje „w ukryciu”, a administratorzy stron i serwisów WWW nie identyfikują informacji „pozostawianych” w ich zasobach przez użytkowników jako informacji dotyczących konkretnych osób.<strong> Przekonanie to jest mitem niebezpiecznym dla obydwu stron komunikacji internetowej</strong>. Przy odrobinie wysiłku, wykorzystaniu nie koniecznie bardzo zaawansowanej wiedzy informatycznej oraz znajomości standardów zachowań użytkowników sieci, w wielu przypadkach można bowiem na podstawie takich niby-anonimowych danych ustalić nie tylko tożsamość osoby korzystającej  z określonych zasobów sieci, lecz również jej zainteresowania, preferencje polityczne etc. Serwisy internetowe takie jak Google czy Yahoo gromadzą i przez dłuższy okres przechowują (do niedawna jeszcze przez okres do 2 lat od pozyskania) różnego rodzaju informacje dotyczące zachowań użytkowników sieci, w tym zapytań umieszczanych w wyszukiwarkach, odwiedzanych stron itp. czyniąc to przede wszystkim w celu optymalizacji i precyzyjnego kierunkowania działań reklamowych, stanowiących przecież zasadnicze źródło ich przychodów.   Pojedyncza informacja jest z tego punktu pozbawiona większego znaczenia, wartość ma jedynie większa ich ilość – tym większą im większy jest zbiór informacji. Ponadto w ramach tych informacji powinny znaleźć się też takie które pozwolą w przyszłości szybko rozpoznać użytkownika i zdefiniować optymalny kontent, który powinien zobaczyć na swoim ekranie. <strong>Zasadniczą informacją wiążącą poszczególne rejestrowane w sieci zachowania oraz umożliwiającą w przyszłości rozpoznanie użytkownika i zdefiniowanie charakterystycznych dla niego cech i zachowań w sieci są obecnie numery identyfikujące urządzenie używane w celu komunikacji internetowej, czyli tzw. adresy IP</strong> (ang. Internet Protocol Address), tj. „unikatowe numery przyporządkowane urządzeniom sieci komputerowych sieci komputerowych”.  Jak wiadomo, adresy IP mogą być stałe tj. niezmienne w każdym przypadku korzystania przez użytkownika z sieci za pomocą danego urządzenia, lub dynamiczne tj. w każdym przypadku inne (a przynajmniej potencjalnie). Te ostatnie najczęściej przydzielane są użytkownikom sieci przez dostawców usług internetowych z posiadanej przez nich puli. Możliwe jest również współużywanie jednego adresu IP przez kilku użytkowników w ramach sieci lokalnej. Adres IP (poza przypadkami celowego jego maskowania przez użytkownika) jest praktycznie zawsze „widziany” przez urządzenie, z którym łączy się użytkownik Internetu. <strong>Powszechną praktyką na różnego rodzaju forach, listach dyskusyjnych, portalach, serwisach internetowych jest utrwalanie i przechowywanie przez administratorów adresów IP użytkowników łączących się z takimi miejscami w sieci</strong>, a w przypadku serwisów umożliwiających użytkownikowi udział  w tworzeniu treści (contentu) strony WWW bywa że i udostępnianie ich przez administratorów innym publicznym użytkownikom, najczęściej poprzez wyświetlanie adresu IP przy publikowanej przez użytkownika treści.  Ponieważ za sieciową aktywnością urządzenia w sieci z reguły kryje się działalność konkretnego człowieka, niezaprzeczalnie niemal w każdym przypadku istnieje teoretyczna możliwość powiązania adresu IP z konkretną osobą przejawiającej aktywność w sieci. Oczywiście, w zależności od tego, kto będzie dysponował taką informacją (adresiem IP) łatwiej lub trudniej będzie zidentyfikować taką osobę (bez problemu zrobi to np. dostawca dostępu Internetu, który zawarł umowę z użytkownikiem i przydzielił mu dany nr IP), co jak spróbuję wyjaśnić ma kluczowe znaczenie z puntu widzenia istnienia lub nie ochrony prawnej takich danych.  <strong>I tu właśnie pojawia się zasadnicze pytanie: czy adres IP może być prawnie chronioną daną osobową?</strong> Odpowiedź na to pytanie ma fundamentalne znacznie dla oceny zakresu obowiązków jakie ciążą na menedżerze IT, choć jednocześnie jest to dopiero początek drogi do tego celu.     Poniżej postaram się sformułować próbę odpowiedzi, opierając się zarówno na analizie obowiązujących w tej mierze przepisów prawnych, jak i krystalizującego się ostatnio wspólnotowego standardu ochrony danych osobowych w kontekście przechowywania i przetwarzania adresów IP. </p>
<h3><span style="color: #003366;">Co to jest „dana osobowa”?</span></h3>
<p>Ustawa z dnia z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych w przepisie art. 6 definiuje pojęcie danych osobowych jako „<strong>wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej</strong>“.  Pojęcie „osoby zidentyfikowanej” nie wymaga raczej interpretacji, problem pojawia się natomiast, kiedy staramy się ustalić kim jest „osoba możliwa do zidentyfikowania”. Ustawodawca  na gruncie przepisów ustawy (art. 6 ust. 2) wyjaśnia, jak należy rozumieć to pojęcie stanowiąc, że jest to „osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne”.  Ponieważ jednak tak sformułowana definicja obejmowała by praktycznie każdą informację dotyczącą jakiejś osoby, bo przecież przy nieograniczonych staraniach i nakładach niemal w każdym przypadku można „bezpośrednio lub pośrednio” określić tożsamość osoby, której informacja dotyczy, ustawodawca stawia jednocześnie definicyjna granicę tego pojęcia. Otóż zgodnie z art. 6 ust. 3 ustawy: „<strong>Informacji nie uważa się za umożliwiającą określenie tożsamości osoby [ergo nie uważa się też za daną osobową], jeżeli wymagałoby to nadmiernych kosztów, czasu lub działań</strong>”.  Podsumowując: „dana osobowa” to:  •<span> </span>Informacja  •<span> </span>Dotycząca osoby fizycznej  •<span> </span>Której tożsamość jest znana lub, co najmniej, możliwa do bezpośredniego lub pośredniego ustalenia bez nadmiernych, kosztów czasu lub działań.  Jak w kontekście tej definicji prezentuje się adres IP?</p>
<h4>Informacja</h4>
<p>Łatwo stwierdzić, że numer IP niesie ze sobą pewną wartość informacyjną, a konkretnie mówi nam jak „nazywa się” w sieci urządzenie, którego użyto aby przeprowadzić określone działania (umieścić wpis na forum, wpisać zapytanie do przeglądarki, kliknąć na określoną reklamę itp.) <strong>Z pewnością adres IP jest więc „informacją”, spełnia więc pierwszą przesłankę definicyjną „danych osobowych</strong>”. </p>
<h4>Osoba fizyczna czy urządzenie?</h4>
<p>Odpowiedź na drugie pytanie, czy adres IP dotyczy osoby fizycznej nastręcza już pewne trudności. Można bowiem twierdzić, że dany numer IP ze swej istoty nie odnosi się do osoby, lecz do urządzenia, z którego mogą przecież korzystać różne osoby (taka wątpliwość zgłaszają J. Barta, P. Fajgielski i R. Markiewicz w: „Ochrona danych osobowych. Komentarz”, 2007). Co więcej, w przypadku dynamicznych adresów IP przydzielanych „na bieżąco” przez ISP lub też korzystania z pojedynczego IP przez kilku użytkowników sieci lokalnej jest to wręcz regułą. <strong>Na tej podstawie możnaby więc argumentować, że adres IP już ze swej istoty nigdy nie powinien stanowić danej osobowej</strong>. Warto tutaj wskazać, że przedstawione stanowisko przez długi czas były podstawową argumentacją prezentowaną przez prawników Google w sporze z Komisją Europejską, która starała się wymóc na firmie konieczność traktowania adresów IP jako danych osobowych i respektowania związanych z tym ograniczeń prawnych.   Z drugiej jednak strony takie rozumowanie prowadziłoby do wykluczenia z zakresu tego pojęcia np. numerów telefonów komórkowych (także identyfikujących wyłącznie użytą kartę SIM), czyli informacje powszechnie (i chyba słusznie) uznawane jednak za dane osobowe. W efekcie przyjęcie takiego stanowiska prowadziłoby więc do bardzo daleko idącego i zdecydowanie niezgodnego z celem regulacji ustawowej zawężenia pojęcia „danych osobowych”.  Należy ponadto wskazać, że pojawiający się w sieci adres IP, niezależnie od tego czy jest on dynamiczny, stały, czy współużytkowany, zawsze (pomijając może tylko wciąż stosunkowo rzadkie przypadki w całości zautomatyzowanych działań poszczególnych urządzeń) jest rezultatem działania konkretnej osoby fizycznej, a w konsekwencji – jak wskazywałem wyżej – <strong>zawsze istnieje choćby teoretyczna możliwość powiązania IP z konkretną osobą fizyczną</strong>.<strong> Patrząc w ten sposób, drugą przesłankę definicyjną „danych osobowych” należałoby więc jednak uznać za spełnioną</strong>.</p>
<h4>Jak więc rozstrzygnąć przedstawioną wyżej kontrowersję?</h4>
<p>Pomocna dla rozstrzygnięcia tego dylematu może okazać się treść słynnej już „Opinii 4/2007 w sprawie pojęcia danych osobowych”, przyjętej w dniu 20 czerwca 2007 przez oficjalny unijny organ doradczy powołany do interpretacji regulacji Dyrektywy: Grupę Roboczą Ds. Ochrony Danych Osobowych Powołanej Na Mocy Art. 29 (dalej zwaną : „Grupa art. 29″). Gremium to zdefiniowało swoisty test, którego wynikiem jest udzielenie odpowiedzi, czy dana informacja dotyczy osoby fizycznej czy też nie. <strong>W treści opinii stwierdzono bowiem, że „można przyjąć, że aby dane można było uznać za „dotyczące” osoby fizycznej powinien występować element „treść”, LUB element „cel” LUB element „skutek” ”.</strong> Rozwijając to podejście Grupa art. 29, stwierdziła, że <span style="text-decoration: underline;">element „treść”</span> występuje, gdy „informacja jest na temat pewnej osoby” (np. wyniki jej analiz medycznych). Z kolei <span style="text-decoration: underline;">element „cel”</span> wystąpi, gdy „dane są lub mogą być wykorzystywane w celu oceny osoby, jej traktowania w określony sposób lub też wpływania na jej status lub zachowania”. Przykładem takich danych, wskazanym przez Grupę 29 jest np. billing rozmów telefonicznych prowadzonych ze stacjonarnego telefonu firmowego, przypisanego do firmy (a więc nie osoby fizycznej), ale standardowo znajdującego się w godzinach pracy pod kontrolą danego pracownika. Z ostatnim przypadkiem (<span style="text-decoration: underline;">„skutek”</span>) zdaniem grupy art. 29 będziemy mieć natomiast do czynienia, gdy co prawda nie wystąpi żaden z dwóch wskazanych wyżej elementów, ale „użycie danych prawdopodobnie będzie miało wpływ na prawa i interesy danej osoby”. Przykładem podawanym w tym kontekście przez Grupę art. 29 jest oparty o GPS system alokacji wolnych taksówek do zleceń klientów. Pomimo, że system przetwarza dane samochodów (nie występuje element „treść”), a jego celem nie jest ocena kierowców (nie występuje też element „cel”), to jednak dane przetwarzane przez system potencjalnie mogą posłużyć takim celom, gdyż zawierają informacje, czy samochód przemieszcza się, jaką trasą jedzie, z jaką prędkością etc., a więc łącznikiem jest element „skutek”. </p>
<p><strong> Poddając zdefiniowanemu przez Grupę art. 29 testowi adresy IP, należałoby jak się wydaje uznać, że mimo, iż adresy IP nie dotyczą co prawda osób fizycznych ze względu element „treść” (identyfikują tylko urządzenie), to jednocześnie jednak dotyczą konkretnych osób z uwagi na element „cel” lub element „skutek”</strong>, w zależności od konkretnych okoliczności faktycznych. Element „cel” wystąpiłby np. w kontekście adresów IP zbieranych w zawiązku z identyfikacją osób korzystających z forów internetowych, list dyskusyjnych, natomiast element „skutek” - w przypadku zbierania takich danych w innych celach, takich jak chociażby statystyki dotyczące „geograficznego” pochodzenia osób odwiedzających stronę WWW, odwiedzanych stron, klikniętych reklam.</p>
<h4>Kiedy osoba jest „identyfikowalna”?</h4>
<p>Skoro dwie pierwsze przesłanki ustawowe uznania adresów IP za „dane osobowe” zostałyby uznane za spełnione, należałoby się więc w kolejności zająć w trzecią z nich, zdecydowanie najtrudniejszą do analizy, <strong>tj. oceną, czy osoba której dotyczy informacja w postaci adresu IP jest „zidentyfikowana lub możliwa do zidentyfikowania”</strong>. Jest oczywistym, że w kontekście adresów IP nie można przyjąć, iż osoba jest zidentyfikowana już poprzez sam adres IP, ale czy jest „możliwa do zidentyfikowania”? Musimy tutaj pamiętać, że „możliwość identyfikacji” na gruncie zarówno Dyrektywy 95/46/WE Parlamentu Europejskiego oraz Rady z dnia 24 października 1995 r., jak i polskich przepisów o ochronie danych osobowych została w sposób prawnie wiążący zdefiniowana i nie można posługiwać się tutaj potocznym rozumieniem takiego sformułowania. </p>
<p>Zasadniczo podejście Grupy art. 29 wyrażone w treści powoływanej już Opinii, jest następujące: <strong>ocena wystąpienia trzeciej przesłanki ściśle zależeć będzie od kontekstu, w jakim konkretne dane będą funkcjonować</strong>. Jeżeli kontekst ten umożliwia dysponentowi identyfikację osoby - przesłanka jest spełniona. W trakcie analizy pojęcia „danych osobowych” Grupa art. 29 posłużyła się przykładem dobrze obrazującym względny charakter tej przesłanki, wskazując, że bardzo pospolite nazwisko z pewnością z reguły nie pozwala na ustalenie tożsamości danej osoby i wyodrębnienie jej z ogółu populacji danego kraju, najczęściej będzie jednak zupełnie wystarczające dla identyfikacji w klasie ucznia o takim nazwisku. Ta sama rodzajowo informacja może być więc raz traktowana jako „dana osobowa”, kiedy indziej może być pozbawiona tego statusu prawnego, a zależeć to będzie wyłącznie od tego ile i jakiego rodzaju inne informacje jej towarzyszą oraz jakimi możliwościami zebrania dodatkowych powiązanych z nią informacji dysponuje osoba, która weszła w jej posiadanie. W tym kontekście mówi się w doktrynie o zjawisku „niepowtarzalnej kombinacji” czynników identyfikujących, a także o „subiektywizacji” pojęcia danych osobowych.</p>
<p>Ponieważ ani unijne, ani polskie regulacje nie wyróżniają w jakikolwiek szczególny sposób danych związanych z komunikacją elektroniczną, w tym adresów IP, spośród ogółu informacji stanowiących lub raczej mogących stanowić dane osobowe, ta ogólna zasada powinna więc znaleźć pełne zastosowanie również na gruncie oceny prawnego statusu adresów IP. <strong>W kontekście adresów IP, kluczową okolicznością dla oceny, czy będziemy mieć do czynienia z danymi osobowymi, czy też nie, są możliwości dysponenta takich danych (np. osoby prowadzącej serwis internetowy) do dokonywania identyfikacji osób, które takimi adresami się posłużyły, w szczególności dysponowanie innymi informacjami które można powiązać i przypisać do danego adresu IP</strong> (np. adresem e-mail, nazwą organizacji etc.).  Oceniając „identyfikowalność” osoby, która posłużyła się danym adresem IP należy wziąć pod uwagę wszystkie sposoby, jakimi ich dysponent się posłużyć w celu dokonania takiej identyfikacji.</p>
<p>Oczywiście nie wystarcza w tym przypadku czysto hipotetyczna możliwość odróżnienia. Przykładowo, jeżeli ustalenie tożsamości byłoby możliwe lub nastąpiło wyłącznie w rezultacie usterki technicznej lub naruszenia przez inną osobę obowiązku zachowania poufności - nie sposób mówić o istnieniu uprzedniej możliwości identyfikacji osoby. Podobnie należy ocenić sytuację, gdy ustalenie tożsamości byłoby co prawda możliwe w „normalny sposób”, jednak pociągało za sobą bardzo wysokie koszty lub było bardzo czasochłonne.  W praktyce w wielu wypadkach nie będzie konieczne sięganie po nadzwyczajne środki czy koszty. Dla ilustracji dwa przykłady. Dostawca Internetu (ISP), który zawarł umowę z konkretną osobą fizyczną (dysponuje jej nazwiskiem, adresem etc.) przydziela takiej osobie stały adres IP, lub nawet zapewnia możliwość korzystania z adresu dynamicznego, może - wyłącznie na podstawie posiadanych przez siebie informacji - z dużym prawdopodobieństwem ustalić, kto korzystał z takiego adresu w danym czasie. Dla tego podmiotu adres IP będzie więc daną osobową. Analogiczna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku adresów IP użytkowników list dyskusyjnych lub innych usług internetowych, w ramach których dla skorzystania z usługi konieczne jest założenie profilu oraz podanie danych identyfikujących (np. serwisy aukcyjne). W takich przypadkach może dojść do ciekawej sytuacji, w której adres IP użytkownika niezalogowanego nie będzie daną osobową, ale wraz z pierwszym zalogowaniem się go do profilu nastąpi jego powiązanie z odpowiednimi danym identyfikującymi w wyniku czego IP stanie się daną osobową.</p>
<p>Ocena możliwości identyfikacji osoby, a więc w konsekwencji uznania IP za „dane osobowe” powinna być również dynamicznie analizowana w kontekście zmian technologicznych, w wyniku których identyfikacja użytkownika na podstawie adresu IP będzie możliwa lub w znacznym stopniu łatwiejsza (tańsza, mniej czasochłonna) niż wcześniej. Wtedy informacje o adresach IP, które - dla danego dysponenta - nie były dotąd danymi osobowymi, mogą stać się nimi właśnie z tego powodu pomimo, że zakres informacji, którymi dysponuje danych podmiot nie ulegnie zmianie.  Przedstawione powyżej podejście było i jest powszechnie prezentowane w ramach oceny innego rodzaju informacji jako potencjalnych danych osobowych. Zaprezentowanie go więc również przez europejska grupę doradczą w kontekście oceny adresów IP nie jest zaskoczeniem.</p>
<p><strong>Wnioski Grupy art. 29 odnoszące się do oceny adresów IP jako danych osobowych są jednak jeszcze dalej idące.</strong> Zdaniem Grupy art. 29 nie bez znaczenia dla oceny, czy IP jest daną osobową jest bowiem również cel, w jakim adresy IP są zbierane. Jak argumentuje się w treści powoływanej już Opinii 4/2007, <strong>może bowiem zdarzyć się tak, że osoba zbierająca takie dane co prawda nie posiada lub co do zasady nie jest w stanie „w normalnym trybie” uzyskać innych informacji pozwalających na identyfikację, jednak zbiera takie informację właśnie w celu ew. późniejszej identyfikacji</strong>. Podawanym przykładem tego rodzaju działań jest monitoring video miejsc publicznych, np. galerii handlowych, przejść podziemnych, dworców. W takim przypadku utrwalane i przechowywane są bowiem wizerunki oraz zachowania osób, których tożsamości administrator sytemu praktycznie nie jest w stanie ustalić. Jednak w opinii Grupy art. 29 w takich przypadkach, właśnie z uwagi na cel działań i poniekąd niezależnie od kontekstu informacyjnego (kombinacji czynników identyfikujących), zbierane dane należy jednak uznawać za dane osobowe.</p>
<p>Taka interpretacja może oczywiście stanowić potencjalnie spory problem dla administratorów serwisów internetowych (także takich, które nie wymagają imiennego logowania) nie traktujących archiwizowanych adresów IP jako danych osobowych z uwagi na nie posiadanie przez nich innych danych lub sposobów umożliwiających identyfikację użytkowników. <strong>Celem zbierania przez nich informacji o adresach IP (choćby nawet pobocznym) jest bowiem zachowanie danych umożliwiających identyfikację użytkowników „w razie potrzeby”, nawet jeżeli inne posiadane lub dostępne w danej chwili administratorowi informacje w praktyce wykluczają możliwość identyfikacji.</strong> W podobnym duchu, podzielając, jak się wydaje, podejście zaprezentowane przez Grupę art. 29 wypowiadał się początkowo na ten temat również Michał Sarzycki - Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (odpowiedzi na pytania czytelników, „Gazeta Prawna” z dnia 23 października 2007.; „Lepiej nie ujawniać numeru komputera”, „Rzeczpospolita” z dnia 12 listopada 2007.). <strong>Zdaniem GIODO, dane o adresach IP traktować należy jako dane osobowe nawet w sytuacji, gdy administrator jedynie „przewiduje, że sposoby jakimi można się posłużyć w celu zidentyfikowania osoby mogą się stać dostępne, na przykład w drodze sądowej”.</strong></p>
<p><strong></strong> Jedyny wyjątek, jaki zauważa Grupa art. 29, a w ślad za nią GIODO w opublikowanej (28.07.2008 r.) oficjalnej wypowiedzi na stronach internetowych urzędu (www.giodo.gov.pl), to „z definicji anonimowe” adresy IP komputerów kafejek internetowych, co do zasady których nie powinno się traktować jako danych osobowych. Jednocześnie jednak Grupa art. 29 zaleca traktowanie takich danych przez administratorów systemów IT analogicznie jak danych osobowych wskazując, że adresy te dla przeciętnego administratora są praktycznie nie do odróżnienia od pozostałych, zasadniczo stanowiących prawnie chronione dane osobowe. </p>
<p><strong> Stanowisko Grupy art. 29 w kwestii adresów IP jako danych osobowych na pierwszy rzut oka wydaje się być w pewnym stopniu wewnętrznie sprzeczne</strong>. Z jednej strony bowiem, na poziomie ogólnym, Grupa 29 twierdzi, iż dla uznania informacji za daną osobową nie wystarczy wyłącznie hipotetyczna możliwość ustalenia tożsamości osoby, w odniesieniu do adresów IP de facto jednak przyjmując, że wystarcza.  Trudno znaleźć uzasadnienie dla odmiennego traktowania adresów IP – z jednej strony i innego rodzaju danych osobowych – z drugiej.<strong> Wydaje się, że prawidłowe podejście powinno być jednak  analogiczne jak w przypadku innych informacji, a ocena, czy adres IP stanowi, czy też nie daną osobową, nie powinna być uzależniona od wyłącznie potencjalnej możliwości skojarzenia go w przyszłości z konkretną osobą, zwłaszcza w sytuacjach, gdy taka identyfikacja byłaby możliwa wyłącznie w przypadku wystąpienia dodatkowych okoliczności</strong> (np. podejrzenia popełnienia przestępstwa). <strong>Status adresu IP jako danej osobowej, czyli informacji możliwej do powiązania z konkretną osobą fizyczną, powinien raczej wynikać wyłącznie z aktualnych w danym czasie możliwości, tj. dodatkowych informacji oraz sposobów identyfikacji dostępnych dysponentowi takich danych (administratora)</strong>.</p>
<p>Wydaje się, że <strong>przy dokonywaniu takiej oceny przede wszystkim należałoby przeprowadzić test, czy administrator może w danej chwili wyłącznie własnymi staraniami (i to nie „nadmiernymi” jak to stanowi ustawa), bez konieczności zaistnienia jakichkolwiek dodatkowych i niezależnych od niego okoliczności, z dużym prawdopodobieństwem ustalić tożsamość użytkownika posługującego się danym IP</strong>. Jeżeli nie - nie należałoby moim zdaniem takich informacji traktować jako dane osobowe. Takie stanowisko wydaje się zgodne z zaprezentowaną na wstępie konstrukcją definicji danych osobowych, praktycznie identyczną na gruncie Dyrektywy 95/46/WE oraz polskiej ustawy o ochronie danych osobowych.<strong> Fundamentem tej definicji jest bowiem nie potencjalna, lecz realna, istniejąca w danym czasie i w odniesieniu do konkretnego administratora możliwość powiązania informacji z konkretną osobą fizyczną.</strong></p>
<p><strong>Oczywiście, jak wskazywałem już nieco wyżej, „danoosobowy” status informacji jest dynamiczny i powinien podlegać weryfikacji wraz z pozyskiwaniem przez dysponenta dodatkowych informacji lub pojawienia się nowych sposobów identyfikacji użytkownika.</strong> Taka potencjalna, przyszła zmiana statusu nie powinna być jednak antycypowana.  Biorąc pod uwagę, że w kwestii statusu prawnego adresów IP stanowisko GIODO w jakikolwiek znaczący sposób raczej nie będzie odbiegać od stanowiska europejskich organów doradczych, w konsekwencji <strong>należy się chyba oswoić z myślą, że adresy IP w praktyce kontroli i decyzji GIODO będą jednak - przynajmniej w najbliższym czasie – w szerokim spektrum przypadków faktycznych traktowane jako dane osobowe</strong>.</p>
<h3><span style="color: #003300;"> IP to dana osobowa i… co dalej ?</span></h3>
<p>Idąc o krok dalej warto spytać, czy uznanie adresów IP za dane osobowe zawsze pociągnie za sobą uciążliwe obowiązki ich dysponentów przewidziane Dyrektywą 95/46/WE oraz przepisami ustawy o ochronie danych osobowych, takie jak obowiązek rejestracji zboru, obowiązek informowania osób których IP dotyczą, obowiązek odpowiedniego zabezpieczenia technicznego i organizacyjnego takich danych? Otóż nie. Są oto bowiem sytuacje, w których można przetwarzać dane osobowe nie przejmując się w ogóle lub w większości, ograniczeniami wynikającymi z tych regulacji prawnych. I to legalnie.</p>
<p>Nasza ustawa, tak jak i jej pierwowzór w postaci Dyrektywy 95/46/WE przewiduje istotne wyłączenia spod ochrony prawnej przewidzianej tymi aktami. Niektóre z nich mają charakter całkowity (to przypadki określone przepisami rozpoczynającymi się od słów „ustawy nie stosuje się do…”) inne - częściowy, ograniczając lub wyłączając w większości przewidziane ustawą obowiązki prawne administratora.</p>
<p><strong>Najpierw sprawdź, jakim przepisom podlegasz.</strong></p>
<p>Zaczynając od tych pierwszych: <strong>ochrona danych osobowych ma zawsze charakter terytorialny</strong> (!). Różnice w tym zakresie występujące pomiędzy Starym Kontynentem a USA, czy Azją są bardzo istotne. Ba, nawet na gruncie europejskim, pomimo wspólnej bazy prawnej w postaci Dyrektyw, dane osobowe chronione są w każdym z państw w nieco inny sposób. Nie istnieje bowiem żadna „globalna” konwencja prawna w tym zakresie.   Polskiej ustawie nie będzie podlegać co do zasady przetwarzanie danych osobowych przez osoby mające miejsce zamieszkania lub firmy z siedzibą poza terytorium Polski. No dobrze, ale czy to znaczy że np. podmiot amerykański nie może być adresatem polskich regulacji prawnych? Otóż to zależy. Będzie nim podlegał tylko o tyle, o ile będzie przetwarzał dane osobowe przy wykorzystaniu „środków technicznych” znajdujących się na terytorium danego państwa. Upraszczając, jeżeli w Polsce został zlokalizowany zostanie serwer lub baza danych, na których znajdą się dane osobowe to bez względu na to gdzie ich posiadacz ma siedzibę trzeba stosować się do polskich przepisów chroniących dane osobowe. I odwrotnie, podmiot zagraniczny, który za granicą zlokalizował swoje serwery z reguły nie będzie musiał przejmować się polską ustawą i to bez względu na to, że dostęp do takich danych będzie możliwy z Polski, a dane osobowe będą dotyczyć Polaków.</p>
<p>W kontekście adresów IP ma to istotne znaczenie, gdyż niezależnie od bardziej liberalnego amerykańskiego podejścia do ochrony danych osobowych, adresy IP nie są za oceanem traktowane jako dane osobowe. Kryterium to jest niestety dosyć niejednoznaczne, gdyż brak jest jednoznacznej definicji prawnej (nawet na gruncie interpretacji przepisów) pojęcia „środków technicznych”. Co więcej z uwagi na dynamikę rozwoju technologii informatycznych a także globalna charakterystykę komunikacji internetowej, podjęcie próby stworzenia takiej definicji w odniesieniu do danych osobowych przetwarzanych w Sieci jest – na chwile obecną - zajęciem raczej „syzyfowym”.</p>
<h4><span style="font-weight: normal;"> </span>„Prywatny użytek” zwalnia z ustawy.</h4>
<p>Załóżmy jednak, że mieszkamy w Polsce, nie chcemy się wyprowadzać, a jednocześnie chcemy przetwarzać (a więc chociażby zbierać i przechowywać) danych osobowych. Co wtedy ? Czy w takim przypadku już na pewno musimy stosować ustawę? Otóż znów niekoniecznie. Administrator danych osobowych, (ale uwaga: tylko taki, który jest osobą fizyczną), może w niektórych sytuacjach powołać się na przepis art. 3a ust 1 pkt 1, wyłączający spod ustawy przetwarzanie danych „wyłącznie w celach osobistych lub domowych”. No dobrze, ale jak to rozumieć? Pomocniczo cel (użytek) osobisty próbuje się z reguły interpretować analogicznie do zakresu tzw. dozwolonego użytku osobistego w zakresie korzystania z chronionych prawem autorskim utworów (art. 23 ust. 2 pr. aut.).</p>
<p>Zgodnie z tą regulacją „zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego“. Od strony negatywnej zakres dozwolonego użytku osobistego limituje się z kolei komercyjnym charakterem działań, tj. odpowiednio korzystania z utworu lub - analogicznie - przetwarzania danych, co nota bene potwierdzają również wypowiedzi i interpretacje polskiego GIODO.</p>
<p>W dalszym ciągu pozostaje tutaj, zresztą podobnie jak na gruncie prawno autorskim, <strong>spora doza niepewności gdzie kończy się przetwarzanie danych „w celach osobistych lub domowych”. </strong>Jak pokazują chociażby przykłady szalenie popularnych ostatnio serwisów społecznościowych, oddzielenie sfery prywatnej od komercyjnej wielokrotnie jest bardzo trudne lub niemal niemożliwe.</p>
<h4>Dane tymczasowe.</h4>
<p>Załóżmy, że jesteśmy polskim podmiotem, który zamierza prowadzić komercyjny (odpłatny lub finansowany z reklam) serwis internetowy. Czy wtedy już zawsze podlegamy ustawie? Dalej niekoniecznie. <strong>Pierwszym z przypadków, w których ustawa nie znajdzie zastosowania </strong><strong>jest doraźne zbieranie i przetwarzanie danych w zbiorach, które powstały ze względów technicznych, szkoleniowych lub w związku z dydaktyką w szkołach wyższych, pod warunkiem że po ich wykorzystaniu dane zostaną skasowane lub poddane anonimizacji</strong> (art. 2 ust. 3 ustawy).</p>
<p>Pomijając w tym miejscu dosyć specyficzny cel „dydaktyczny”, zastosowanie takiego wyłączenia w sferze Internetu przejawiać się będzie przede wszystkim w wyjęciu spod ochrony ustawowej danych osobowych (a więc danych identyfikujących użytkownika lub - przyjmijmy także - urządzenie, którym się posługuje), które są doraźnie utrwalane w systemie w związku z technologią realizacji transmisji danych takich jak logi serwerowe, czy pliki tymczasowe. <strong>W takich przypadkach administrator nie musi przejmować faktem, iż wszedł w posiadanie danych osobowych (tak, tak to też dane osobowe), jednak musi dopilnować, aby dane takie usunąć lub co najmniej zanonimizować niezwłocznie po ich wykorzystaniu.</strong></p>
<p>W praktyce znaczenie takiego wyłączenia dla administratorów serwisów, głównie z uwagi na jego krótkotrwałość (obowiązek niezwłocznego usunięcia lub zanonimizowania posiadanych danych), jest więc raczej niewielkie. Z drugiej strony nawet szczególnie ostrożni administratorzy nie muszą się obawiać, że dane osobowe przekazywane przez komputer użytkownika łączącego się z serwisem w związku z wykonywanym połączeniem - przez czas jego trwania, a nawet w jakiś czas po jego zakończeniu - trzeba będzie traktować jako dane osobowe których przetwarzanie podlega ustawie. Ponieważ omawiane wyłączenie ma charakter częściowy, musimy jednak pamiętać o zabezpieczeniu danych w sposób przewidziany ustawą i rozporządzeniami wykonawczymi. </p>
<h4>Mów mi „Panie Redaktorze”…</h4>
<p>Znacznie <strong>bardziej użyteczne w praktyce może okazać się wyłącznie spod przepisów ustawy przetwarzania danych osobowych w ramach prasowej działalności dziennikarskiej </strong>(art. 3a ust.2 Ustawy). Dla Internetu ma to o tyle istotne znacznie, że<strong> serwisy internetowe, a przynajmniej niektóre ich rodzaje, coraz częściej są kwalifikowane jako „prasa” w rozumieniu ustawy - Prawo prasowe</strong>, jak choćby w słynnym Postanowieniu Sądu Najwyższego z dnia 26 lipca 2007 r. - sygn. akt IV KK 174/07 (<a href="http://www.sn.pl/orzecznictwo/uzasadnienia/ik/IV-KK-0174_07.pdf">http://www.sn.pl/orzecznictwo/uzasadnienia/ik/IV-KK-0174_07.pdf</a> ).</p>
<p>Przypomnijmy, że zgodnie z polskim prawem prasowym prasa to „publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania (…)”.  <strong>Skoro więc na bieżąco aktualizowany (częściej niż raz do roku), publicznie dostępny, ogólny lub tak czy inaczej sprofilowany serwis internetowy, vortal informacyjny, internetowy informator regionalny lub nawet blog, może być uznany za „prasę”, to i przetwarzanie przez system (a właściwie jego administratora) danych osobowych udostępnianych przez użytkowników może podlegać wyłączeniu spod regulacji ustawy z powołaniem się na przepis art. 3a ust. 2 ustawy.</strong></p>
<p>W konsekwencji zarówno dane „osobowych źródeł” informacji lub materiałów zamieszczanych w ramach serwisu takie jak imię nazwisko, adres e-mail, czy nawet adres IP, jak i dane osobowe osób, których takie informacje lub materiały dotyczą mogą być przetwarzane bez konieczności stosowania się do przepisów ustawy. Oczywiście nie zwalnia to administratora z obowiązku respektowania innych, znajdujących zastosowanie regulacji prawa prasowego (obowiązek weryfikacji prawdziwości informacji, niepublikowania danych źródeł informacji, które zastrzegły anonimowość, publikacji sprostowań, komunikatów urzędowych lub orzeczeń sądowych etc.), ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (swoją drogą w tym kontekście ciekawy jest stosunek przepisów tej ustawy do prawa prasowego), a także innych regulacji o charakterze ogólnym takich jak cywilne lub karne przepisy chroniące dobra osobiste lub zasady uczciwej konkurencji.</p>
<p>Ponadto pamiętać należy, że omawiane wyłączenie spod ustawy dotyczy przetwarzania danych osobowych wyłącznie w ramach „prasowej działalności dziennikarskiej”. Podobnie jak poprzednie, również i to wyłączenie nie zwalnia administratora z obowiązków związanych z zabezpieczeniem danych osobowych w sposób przewidziany polskim prawem ochrony danych osobowych.</p>
<h3><span style="color: #003366;">To nie tylko teoria…</span></h3>
<p>Kształtujące się „europejskie” podejście do ochrony adresów IP (znajdującego odzwierciedlenie chociażby w publicznych i szeroko komentowanych w sieci wypowiedziach Petera Scharra, unijnego komisarza ds. ochrony prywatności, a jednocześnie przewodniczącego Grupy art. 29) staje się już dziś niemałym problemem dla kolosów Internetu takich jak, Google Yahoo czy Microsoft, prowadzących swoje interesy na terytorium Unii.</p>
<p>Nie bez znaczenia jest tu również fakt, że amerykański system ochrony danych osobowych jest mniej restrykcyjny i zdecydowanie mniej sformalizowany niż europejski. Amerykański rodowód (siedziba) tych firm nie chroni ich jednak w żaden sposób, gdyż prowadząc działalność także na terytorium Unii zobowiązane są podporządkować się obowiązującym na jej terytorium regulacjom prawnym. Tu też ze szczególną wyrazistością, głownie z uwagi na wskazane wyżej rozbieżności pomiędzy systemami prawnymi UE i USA ujawnia się pewien paradoks prawny polegający na zderzeniu globalnego wymiaru Internetu z lokalnymi, częstokroć bardzo różniącymi się od siebie regulacjami poszczególnych państw lub ich grup.</p>
<p> Odmienności te, z tych czy innych przyczyn nieuwzględnione na etapie budowania ukierunkowanych „biznesowo” rozwiązań internetowych, doprowadziły do w efekcie do tego, że praktyki w zakresie utrwalania i przechowywania adresów IP stosowane przez wszystkie wskazane wyżej korporacje internetowe są przedmiotem szczegółowych badań ze strony Grupy art. 29.  Rozgorzała w efekcie bardzo ciekawa dla obserwatorów, acz nierówna wojna na argumenty, na której pierwsze wyniki przyniosły ostatnie dni – w dniu 11 września br. Google pod naciskami Unii Europejskiej zgodził się na istotne skrócenie okresu przechowywania informacji numerów IP do z 18 do 9 miesięcy.</p>
<p>To już drugie wymuszone przez Unię podejście Google do problemu terminów przechowywania danych, który z początkiem tego roku skrócił standardowo dotychczas przyjmowany dwuletni okres ich przechowywania. Komisarz unijny ds. wymiaru sprawiedliwości Jacques Barrot uznał to za krok w dobrą stronę, lecz zapowiedział że Unia będzie dążyć do respektowania właściwego jej zdaniem jeszcze krótszego, bo maksymalnie 6-cio miesięcznego okresu przechowywania takich danych. To jednak dopiero pierwsze efekty starcia potrzeby biznesowej i, nie ukrywajmy, sporych zysków przeglądarek pozyskiwanych z Internetu (przede wszystkim chodzi o zyski z bardzo „wartościowej”, mocno spersonalizowanej reklamy kontekstowej) z pryncypialnym podejściem do ochrony prywatności jednostki. Jako, że stawka jest niebagatelna, a gracze bardzo poważni na ostateczne rozstrzygnięcie tej batalii przyjdzie nam jednak jeszcze trochę poczekać. A czasu na rozstrzygnięcie jest coraz mniej, gdyż, jak stwierdził Marc Rosberg przewodzący Electronic Privacy Information Center (EPIC): „Idziemy już w stronę IPv6, gdzie sprawa identyfikacji osób po adresie IP będzie jeszcze bardziej krytyczna”.      </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/25/nasze-top-five-status-prawny-adresow-ip-z-punktu-widzenia-zasad-ochrony-danych-osobowych/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>NASZ TOP FIVE: Informacje poufne w relacjach pracodawca - pracownik</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/18/nasz-top-five-informacje-poufne-w-relacjach-pracodawca-pracownik/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/18/nasz-top-five-informacje-poufne-w-relacjach-pracodawca-pracownik/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Sep 2008 12:08:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Tomasz Bil</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Artykuł]]></category>

		<category><![CDATA[bezpieczeństwo]]></category>

		<category><![CDATA[praca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=199</guid>
		<description><![CDATA[[Wersja zaktualizowana 18-09-2008]
Pozwalając sobie na cytat z klasyka, &#8220;oczywiście oczywistym&#8221; stwierdzeniem jest, że pracownicy w toku wykonywania swoich służbowych obowiązków wchodzą w posiadanie mniej lub bardziej istotnych informacji, których pracodawca wolałby nie ujawniać na zewnątrz. Takie wrażliwe informacje czasami są wyraźnie przez pracodawcę oznaczone jako poufne, w innych przypadkach można zauważyć, że tak są de [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #800000;">[Wersja zaktualizowana 18-09-2008]</span></p>
<p>Pozwalając sobie na cytat z klasyka, &#8220;oczywiście oczywistym&#8221; stwierdzeniem jest, że<strong> pracownicy w toku wykonywania swoich służbowych obowiązków wchodzą w posiadanie mniej lub bardziej istotnych informacji, których pracodawca wolałby nie ujawniać na zewnątrz</strong>. Takie wrażliwe informacje czasami są wyraźnie przez pracodawcę oznaczone jako poufne, w innych przypadkach można zauważyć, że tak są de facto traktowane (np. poprzez zastosowane środki technicznej czy fizycznej ochrony), a w ostateczności na ich wyjątkowy charakter wskazuje intuicja i zdrowy rozsądek pracownika. O tym, że do niektórych informacji pracodawca przywiązuje dużą wagę przypominają także odpowiednie klauzule w umowach o pracę lub odrębne oświadczenia, wyraźnie nakładające na pracownika obowiązek zachowania poufności. W praktyce pojawiają się wątpliwości, co tak naprawdę wiąże pracownika, co może on z informacjami poufnymi robić, czy groźne dla niego jest podpisanie „oświadczeń o poufności&#8221;, żądanych przez pracodawcę. <strong>W naszej opinii temat jest bardzo zmitologizowany - tak naprawdę obowiązki poufności opisuje prawo, i wszelkie dodatkowe klauzule mają dla pracownika znaczenie marginalne, z reguły niewarte obaw z nimi związanych.<span id="more-199"></span></p>
<h3><span style="color: #000080;">Rodzaje informacji poufnych</span></h3>
<p>Analiza przepisów zobowiązujących pracownika do zachowania dyskrecji prowadzi do wyróżnienia trzech zasadniczych kategorii chronionych informacji:</p>
<ul class="unIndentedList">
<li> Po pierwsze, mamy <strong>tajemnicę państwową i tajemnicę służbową</strong> uregulowane w ustawie o ochronie informacji niejawnych. Ich ochronę uzasadnia szeroko rozumiany interes publiczny, a sankcje za niedochowanie tajemnicy mają charakter karny, wobec czego pozostawiamy te kwestie poza zakresem naszego tekstu.</li>
<li>Po drugie, mamy tzw. <strong>tajemnicę pracodawcy wyodrębnianą na podstawie art. 100 § 2 pkt 4 kodeksu pracy</strong>, który stanowi, że pracownik zobowiązany jest zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Tajemnicę pracodawcy rozumiemy jako każdą wiadomość związaną z działalnością pracodawcy, której ochrona jest uzasadniona jego ekonomicznym interesem. Z<strong>achowanie dyskrecji w stosunku do informacji, których ujawnienie może wyrządzić pracodawcy szkodę jest podstawowym obowiązkiem pracownika</strong>, obwarowanym wszystkimi sankcjami przewidzianymi w kodeksie pracy, do zwolnienia dyscyplinarnego włącznie. W przypadku wyrządzenia pracodawcy szkody w grę wchodzi odpowiedzialność odszkodowawcza.</li>
<li>Po trzecie wreszcie, mamy <strong>tajemnicę przedsiębiorstwa zdefiniowaną w art. 11 ust. 4 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji</strong>, jako nieujawnione do informacji publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności. <strong>Ustawa zobowiązuje pracownika do nie ujawniania i nie wykorzystania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa pracodawcy przez okres trzech lat po ustaniu stosunku pracy, chyba że umowa stanowi inaczej lub ustał stan tajemnicy.</strong> W przypadku naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa pracodawcy przysługuje cały wachlarz środków cywilnoprawnych z prawem żądania naprawienia wyrządzonej szkody na czele, ale warto pamiętać także o sankcji karnej (zagrożenie karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2). </li>
</ul>
<h3><span style="color: #003366;">Tajemnica pracodawcy a tajemnica przedsiębiorstwa</span></h3>
<p>Jak widać, obowiązki pracownika dotyczące tzw. tajemnicy pracodawcy oraz tajemnicy przedsiębiorstwa wynikają wprost i bezpośrednio z przepisów prawa. <strong>Pracownik w trakcie trwania zatrudnienia oraz przez trzy lata od jego ustania jest zobowiązany do zachowania w tajemnicy istotnych gospodarczo informacji dotyczących pracodawcy, nawet jeśli w jego umowie o pracę nie ma o tym słowa, i nie podpisywał żadnego dodatkowego zobowiązania do zachowania poufności czy umowy o zakazie konkurencji</strong>. Przy tym z punktu widzenia ustawowych obowiązków pracownika <strong>za równoznaczne z ujawnieniem informacji uznaje się ich wykorzystanie we własnym zakresie w sposób, który mógłby narazić pracodawcę na szkodę</strong>.</p>
<p>Wzajemny stosunek pomiędzy tajemnicą przedsiębiorstwa a tajemnicą pracodawcy jest nieco skomplikowany. Nie są to pojęcia tożsame, choć są zbliżone przy założeniu, że nasz pracodawca jest przedsiębiorcą. Nie wchodząc zbyt głęboko w prawnicze subtelności i rozróżnienia powiedzmy w skrócie, że <strong>tajemnica przedsiębiorstwa jest pojęciem węższym od tajemnicy pracodawcy, jednak w części najbardziej istotnej z punktu widzenia praktyki ich zakresy pokrywają się</strong> i do obu zaliczymy przykładowo: listy klientów, listy dostawców, procedury wewnętrzne, zasady organizacji i zarządzania, rozwiązania techniczne, systemy sprzedaży i dystrybucji itp.</p>
<p><strong>W każdym wypadku jako tajemnica mogą być kwalifikowane wyłącznie informacje, których ochrona uzasadniona jest ważnym interesem pracodawcy o charakterze majątkowym</strong> i nie ma podstaw do nakładania na pracowników absurdalnych zobowiązań „trzymania języka za zębami&#8221; co do absolutnie wszystkich informacji związanych z pracą, począwszy od koloru dywanu w gabinecie szefa, a skończywszy na średnim spalaniu służbowego samochodu. Nie stanowią także tajemnicy informacje, które są powszechnie znane lub mogą być legalnie uzyskane przez nieograniczony krąg odbiorców, natomiast nie traci charakteru tajemnicy informacja, o której wie pewien krąg osób zobowiązanych do dyskrecji (zarówno w firmie, jak i poza nią).</p>
<p>Oświadczenia pracowników o zachowaniu poufnościSkoro obowiązek zachowania tajemnicy zarówno w czasie trwania zatrudnienia, jak i w ciągu trzech lat po jego ustania wynika wprost z przepisów, powstaje pytanie o znaczenie prawne coraz częściej występujących klauzul poufności w umowach o pracę lub dodatkowych zobowiązań pracowników do zachowania poufności. Zwłaszcza te dodatkowe zobowiązania budzą wiele emocji i pytań „czy mogę to podpisać?&#8221;. <strong>Postanowienia takie są istotne dla pracownika, o ile zmieniają ustawowy model ochrony tajemnicy, czyli np. modyfikują okres zobowiązania do poufności po zakończeniu zatrudnienia</strong> (prawo pozwala zarówno na wydłużenie, jak i na skrócenie 3-letniego okresu), <strong>próbują wprowadzać kary umowne za naruszenie obowiązku poufności</strong> (co jest nieskuteczne w trakcie trwania stosunku pracy), <strong>wprowadzają dodatkowe wynagrodzenie</strong> (raczej rzadko spotykane, co do zasady za dyskrecję pracownika nie trzeba płacić ekstra). Tego typu modyfikacje nie są jednak zbyt często stosowane - standardem jest powtórzenie zapisów ustawowych.</p>
<p>Istotnym elementem zdecydowanej większości klauzul poufności jest mniej lub bardziej szczegółowe określenie zakresu informacji podlegających ochronie. Jest to działanie pożądane, jeżeli konkretyzuje ustawowe pojęcie tajemnicy pracodawcy (przedsiębiorstwa) umieszczając je w praktycznych realiach danej firmy. <strong>Ryzykowne może być jednak usiłowanie nadmiernego poszerzenia zakresu poufnych informacji, wykraczające ponad potrzebę ochrony uzasadnionych interesów pracodawcy</strong>, czyli zobowiązywanie do zachowania w tajemnicy informacji nieistotnych, niezwiązanych z działalnością pracodawcy lub powszechnie dostępnych. <strong>W stosunkach pracodawca - pracownik takie próby będą uznane za nieskuteczne, może nawet zakwalifikowane jako szykanowanie pracownika</strong>.</p>
<p>Czasami pracownicy w ramach wykonywania obowiązków poznają informacje świadczące o sprzecznej z prawem działalności pracodawcy, np. naruszaniu zagwarantowanych prawem pracy uprawnień innych pracowników. Pracodawca nie może skutecznie zobowiązać pracownika do zachowania w tajemnicy takich informacji (choć pół żartem pół serio mogłyby one podpadać pod tajemnicę pracodawcy - wszak ich ujawnienie może wyrządzić mu szkodę). Pracownik posiadający tego typu informacje powołany na świadka przez sąd lub inny uprawniony organ ma wręcz obowiązek ich ujawnienia, niezależnie od tego do czego zobowiązał się wobec pracodawcy.</p>
<h3><span style="color: #003366;">Sens klauzul o zachowaniu poufności</span></h3>
<p>Jeżeli jednak klauzule poufności nie wprowadzają nowych elementów do ukształtowanego prawem modelu ochrony istotnych informacji (ewentualnie tylko uszczegóławiają ustawowe pojęcie tajemnicy), to <strong>z punktu widzenia pracownika nie są one istotne, gdyż nie nakładają na niego dodatkowych obowiązków</strong>. Po co zatem pracodawcy je stosują?</p>
<p>Czasami jest to wynik pędu do produkowania jak największej ilości dokumentów do zapełnienia segregatorów na półkach działu kadr. Nie jest to zjawisko szkodliwe, aczkolwiek może powodować błędne mniemanie, jakoby tylko podpisanie odpowiedniego kwitu rodziło obowiązek zachowania w tajemnicy informacji pracodawcy, a brak kwitu oznaczał pełną swobodę w tym względzie. Czasami jednak pracodawcy mają ku owej „papierologii&#8221; uzasadnione powody. Zdarza się, że w umowach ze swoimi kontrahentami sami zobowiązują się do zachowania w tajemnicy kwestii związanych z daną umową lub konkretnym projektem, jak również do zapewnienia że tajemnicy dochowają ich pracownicy, współpracownicy, doradcy itp. <strong>Zatem dla pracodawcy uzyskanie od swoich pracowników specjalnego pisemnego zobowiązania do zachowania w tajemnicy tych konkretnych danych jest najprostszym sposobem wykazania, że wykonał swoje obowiązki wobec kontrahenta. </strong></p>
<p><strong></strong>Warto też zwrócić uwagę na ustawową definicję tajemnicy przedsiębiorstwa (zacytowaną powyżej), która wymaga od pracodawcy podjęcia działań zmierzających do zachowania takich informacji w tajemnicy. <strong>Odpowiednie oświadczenia pracowników są prostym sposobem wykazania, że takie działania zostały podjęte.</strong></p>
<p>Dla pracodawcy <strong>przydatna jest także funkcja precyzująca tego typu klauzul i oświadczeń</strong>. Otóż jeśli pracodawca wskazał pracownikowi, jakie konkretne informacje w jego firmie stanowią chronioną tajemnicę, łatwiej będzie mu wykazać winę pracownika w przypadku jej naruszenia.</p>
<p>Podsumowując - <strong>o ile oświadczenia czy klauzule o poufności nie zmieniają ustawowych obowiązków zachowania tajemnicy (a rzadko kiedy zmieniają), dla pracownika nie jest żadnym ryzykiem ich podpisanie.</strong> Wielokrotnie takie oświadczenia są bardziej istotne w relacjach pracodawca - jego klient niż pracodawca - pracownik.</p>
<h3><span style="color: #003366;">Personal know how</span></h3>
<p><strong>Istotne jest odróżnienie chronionej tajemnicy pracodawcy lub przedsiębiorstwa od wiedzy, doświadczenia zawodowego i osobistych kwalifikacji pracownika</strong>, które nabył on w sposób naturalny w trakcie zatrudnienia. Ta druga kategoria wiadomości (czasem zwana personal know-how), nie może być obwarowana ustawowym lub umownym obowiązkiem zachowania poufności.</p>
<p><strong>Jeżeli pracodawca chce zapobiec wykorzystywaniu tego typu wiedzy przez pracownika poza firmą, musi się posłużyć konstrukcją zakazu konkurencji</strong> (o zakazie konkurencji napisaliśmy w osobnym artykule). Postanowienia dotyczące zachowania poufności często są elementem umowy o zakazie konkurencji i czasem trudno te dwie kwestie w praktyce rozdzielić, jednak świadomość ich odrębności jest wskazana. Przykładowo pracownik objęty dwuletnim zakazem konkurencji po ustaniu stosunku pracy musi pamiętać, że po upływie tego okresu jest jeszcze przez rok zobowiązany do nieujawniania tajemnicy przedsiębiorstwa na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.</p>
<p>Omawiając kwestie tajemnicy, ważna jest kwestia informacji, które pracodawcy chcą chronić przed swoimi pracownikami (przynamniej niektórymi). Należy pamiętać, że <strong>pracownik który uzyskuje lub próbuje uzyskać takie informacje poufne, które nie są dla niego dostępne z uwagi na zajmowane stanowisko (próbuje ściągnąć z serwera na swój komputer pliki, do oglądania których nie ma uprawnień, łamie zabezpieczenia itp.) dopuszcza się naruszenia obowiązków pracowniczych ze wszystkimi tego konsekwencjami</strong>, nawet jeżeli uzyskanych informacji nie przekazał dalej. Z kolei <strong>odpowiedzialność za ujawnienie lub wykorzystanie informacji zdobytych nielegalnie nie podlega ustawowym bądź umownym ograniczeniom</strong>, np. czasowym (te bowiem dotyczą informacji, w których posiadanie pracownik wszedł zgodnie z prawem).</p>
<h3><span style="color: #003366;">Ciekawostka europejska</span></h3>
<p>Okazuje się, że także na polu dotyczącym informacji poufnych w relacjach pracodawca - pracownik można znaleźć kolejny kwiatek z cyklu „nie do końca spodziewane, acz ciekawe skutki prawne wstąpienia Polski do Unii Europejskiej&#8221;. Chodzi o ustawę o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji, będącą implementacją jednej z unijnych dyrektyw. W największym skrócie ustawa ta nakazuje niektórym (dużym) pracodawcom utworzenie rad pracowników, jako ciał reprezentujących całość załogi, w celu udzielania tymże radom informacji i przeprowadzania konsultacji. Ciekawostka polega na tym, że ustawa wprost nakazuje pracodawcom przekazywanie radzie pracowników informacji ewidentnie mieszczących się w zakresie tajemnicy przedsiębiorstwa, w posiadanie których pracownicy zapewne nie weszliby wykonując swoje zwykłe obowiązki pracownicze, np. informacji dotyczących działalności i sytuacji ekonomicznej pracodawcy oraz przewidywanych zmian (!) w tym zakresie.</p>
<p>Pracownicy wchodzący w skład rady pracowników są zobowiązani do nieujawniania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa uzyskanych w związku z pełnioną funkcją, ale tylko tych, co do których pracodawca wyraźnie zastrzegł taki obowiązek. Pracodawca z kolei może odmówić razie pracowników udostępnienia informacji tylko w wyjątkowych przypadkach - gdyby ujawnienie informacji mogło według obiektywnych kryteriów poważnie zakłócić działalność przedsiębiorstwa lub narazić je na znaczną szkodę. W przypadku zastrzeżenia poufności lub odmowy udostępnienia informacji przez pracodawcę, ustawa przyznaje radzie pracowników prawo wystąpienia do sądu z wnioskiem o zwolnienie z obowiązku zachowania poufności informacji lub o nakazanie jej udostępnienia. Podsumowując można stwierdzić, że omawiana ustawa w myśl generalnych unijnych założeń zwiększania świadomości pracowników i ich roli w zarządzaniu zakładem pracy reguluje kwestie poufności w stosunkach pracowniczych w sposób odmienny - i bardziej ryzykowny dla pracodawcy - niż kodeks pracy i ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.  </p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/18/nasz-top-five-informacje-poufne-w-relacjach-pracodawca-pracownik/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>NASZE TOP FIVE: PRAWO CYTATU W INTERNECIE</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/nasze-top-five-prawo-cytatu-w-internecie/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/nasze-top-five-prawo-cytatu-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 12:41:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agnieszka Wachowska</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Artykuł]]></category>

		<category><![CDATA[autorskie]]></category>

		<category><![CDATA[Internet]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=196</guid>
		<description><![CDATA[[Wersja zaktualizowana 12-09-2008]
Każdy z nas robiąc zdjęcia, tworząc grafikę albo umieszczając na blogu swoje przemyślenia, w świetle prawa autorskiego traktowany jest jako twórca (autor). Jednocześnie tworząc w Internecie, ciągle korzystamy z dorobku innych ludzi. Na naszych stronach, czy blogach umieszczamy zdjęcia, obrazki i teksty - utwory innych osób. Czy jest to legalne? Co do zasady, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>[<span style="color: #800000;">Wersja zaktualizowana 12-09-2008</span></strong><strong>]</strong></p>
<p align="justify">Każdy z nas robiąc zdjęcia, tworząc grafikę albo umieszczając na blogu swoje przemyślenia, w świetle prawa autorskiego traktowany jest jako twórca (autor). Jednocześnie tworząc w Internecie, ciągle korzystamy z dorobku innych ludzi. Na naszych stronach, czy blogach umieszczamy zdjęcia, obrazki i teksty - utwory innych osób. Czy jest to legalne? <strong>Co do zasady, korzystanie z cudzych dzieł wymaga zgody ich twórców. Z drugiej strony, system prawny nie może dopuścić - w interesie szeroko pojmowanego społeczeństwa i prawa dostępu do dóbr kultury - do całkowitej monopolizacji utworów.</strong> Utwory to nie rzeczy, prawo autorskie to nie własność. <span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"><strong><span id="more-196"></span><br />
</strong></span></p>
<p align="justify">Brak możliwości prostego odnoszenia się do cudzej twórczości nie tylko ograniczyłby samą sztukę, ale również w jakimś stopniu dialog społeczny poprzez uniemożliwienie stosowania niektórych z form przekazu. Nie trudno domyślić się bowiem, że w sytuacji, w której każdorazowe przywołanie choćby drobnego fragmentu cudzej twórczości wymagałoby zgody samego autora, to ten, w razie nieprzychylnych mu uwag ze strony krytyków, mógłby z łatwością uniemożliwić im publiczne, merytoryczne i poparte argumentami odniesienie się do swojej twórczości, tym samym blokując debatę.</p>
<p align="justify">Oprócz wskazanej powyżej krytyki, również takie formy komunikacji społecznej jak wyjaśnienie, czy analiza naukowa nie mogłyby być prawidłowo realizowane. W celu ochrony powyższych interesów stosuje się m.in. instytucję dozwolonego użytku. <strong>Dzisiaj chcemy zwrócić uwagę na jedną z najczęściej powoływanych i budzących najczęstsze spory form dozwolonego użytku - prawa cytatu</strong>, którego jednym z podstawowych celów jest zagwarantowanie jednostkom odpowiedniej swobody twórczej w dziedzinie wypowiedzi artystycznej, analizie, i krytyce naukowej.</p>
<h2><span style="color: #003366;">Kiedy można cytować ?</span><span style="font-family: TrebuchetMS; color: #003366;"><br />
</span></h2>
<p align="justify">W polskim prawie autorskim prawo cytatu zostało opisane w artykule 29 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z nim „<strong>Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnieniem, analizą krytyczną, nauczaniem, prawami gatunku twórczości.</strong>”</p>
<p align="justify">W przypadku wykorzystania cytatu na zasadach i w celach opisanych powyżej,  zgodnie z zasadą wyrażoną w art. 34 PrAut, twórcy nie przysługuje prawo do wynagrodzenia. Oznacza to, że opracowując własny utwór (np. artykuł czy stronę WWW) możemy nieodpłatnie zacytować cudzą wypowiedź, fragment książki, grafikę, czy inny utwór, ale tylko wtedy, gdy spełnimy podane w art. 29  przesłanki.</p>
<h3><span style="color: #003366;">1. Cytat w utworach stanowiących samoistną całość</span></h3>
<p align="justify">Art. 29 ust. 1 zezwala na umieszczanie cytatów jedynie w utworach <strong>stanowiących samoistną całość</strong>. Cytat, jako jedna z postaci dozwolonego użytku publicznego, może być wykorzystywany w każdym rodzaju twórczości tj. w dziele literackim, utworze muzycznym, dziele audiowizualnym, czy też w utworze będącym stroną internetową, pod warunkiem, że stworzone dzieło będzie przejawem działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Ze względu na wymóg twórczego charakteru dzieła, w którym następuje cytowanie, niedopuszczane jest stosowanie cytatu w pracach nie stanowiących utworów. Z reguły warunek umieszczenia cytatu w utworze samoistnym sprowadzać się będzie do stwierdzenia tego, czy stworzone przez cytującego dzieło, samo w sobie, bez umieszczonych tam cytatów, jest na tyle twórcze, aby można je było uznać za utwór w rozumieniu prawa autorskiego.<span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span><strong>Dlatego np. zamieszczenie w Internecie fragmentu filmu lub zdjęcia z podpisem w rodzaju „Super”, „Musicie to koniecznie zobaczyć”, a nawet opatrzone paroma linijkami niemającego charakteru twórczego tekstu - nie może być realizowane w ramach cytatu,</strong><span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span>gdyż cytowany fragment nie jest umieszczony w utworze w rozumieniu prawa autorskiego. I o ile w przypadku radia, telewizji czy prasy (nawet blogu, który został jako prasa zarejestrowany) zachowanie takie może być realizowane w ramach prawa przedruku, to o tyle w przypadku szeregowych użytkowników Internetu działania takie uznać należy za nie objęte instytucją dozwolonego użytku publicznego. Podkreślić należy, iż  niekiedy warunek zezwalający na cytowanie innych utworów jedynie w utworach stanowiących samoistną całość okazuje się nie być prosty do weryfikacji, albowiem w naszym świecie istnieją utwory składające się niejako tylko i wyłącznie z cytatów.</p>
<p align="justify">Na marginesie powyższych rozważań wskazać można dla przykładu formę artystyczną, którą jest kolaż. W niektórych sytuacjach kolaż złożony z różnych niezależnych od siebie, scen filmowych lub zdjęć, stanowi niejako odrębną opowieść, bardzo często o komicznym zabarwieniu. Dowodem na to jest fakt, iż w serwisach internetowych takich jak np. „Youtube” znaleźć można bardzo wiele oryginalnych, a zarazem błyskotliwych kompilacji utworów audiowizualnych będących bez wątpienia przejawem twórczego zestawienia cytowanych utworów. W takim przypadku, jeżeli do powstania takiego kolażu włożony został istotny wkład twórczy polegający na odpowiednim, zestawieniu, połączeniu lub opatrzeniu komentarzem takich cytatów będziemy mieli do czynienia z samoistnym utworem powstałym w chwili umieszczenia w nim cytatów.</p>
<p align="justify"><strong>Podsumowując, jeśli brak jest własnego wkładu twórczego nie może być mowy o korzystaniu z prawa cytatu. Cytatem może być jedynie osadzenie fragmentu cudzej twórczości we własnym, w pełni twórczym utworze.</strong></p>
<h3><span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"><span style="font-size: medium;"><strong><span style="color: #003366;">2. Cytat mieszczący się w ustawowych celach</span></strong></span></span></h3>
<p align="justify">Wolność cytowania rozpowszechnionych utworów przewidziana w art. 29 ust. 1 dotyczy <strong>jedynie przypadków, w których cytowany jest utwór w zakresie uzasadnionym wyjaśnieniem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości</strong>. Te cztery podstawowe cele cytatu przewidziane przez ustawę wskazują na istotę oraz główną funkcje jaką ma do spełnienia cytat wykorzystywany w ramach instytucji dozwolonego użytku publicznego. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na to, że cele te budzą nieustannie wiele kontrowersji oraz są przedmiotem licznym rozważań. Z tego właśnie względu, każdy z przewidzianych przez ustawę celów cytatu zostanie omówiony w nieco szerszym zakresie poniżej.</p>
<h3><strong><span style="color: #003366;">3. Nauczanie</span></strong></h3>
<p align="justify"><strong>Cytat służący nauczaniu nie musi być związany z procesem edukacji szkolnej oraz edukacji ściśle naukowej.</strong> Oznacza to, że każdy może posłużyć się cytatem pod warunkiem, że cytat przez niego wykorzystany będzie służył celom ściśle w ustawie przewidzianym. Z tego też względu nie ma przeszkód aby posługiwać się cytatem uzasadnionym celem nauczania na stronach internetowych, w filmach i materiałach edukacyjnych przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców. <strong>Również osoby przeprowadzające szkolenia, bez względu na ich komercyjny charakter, mogą posługiwać się cytatem uzasadnionym celem nauczania, pod warunkiem oczywiście, że w materiałach przez nich prezentowanych cytat znajduje swoje uzasadnienie.</strong> Konieczność wykorzystania danego materiału celem nauczania powinna być uzasadniona lepszym zrozumieniem pewnych kwestii przez odbiorcę, a tym samym efektywnością z jaką cel w postaci nauczania jest realizowany. Z tego też względu umieszczanie np. w prezentacjach multimedialnych służących nauczaniu, materiałów rozrywkowych, niezwiązanych bezpośrednio z tematem prowadzonego szkolenia, a wykorzystanych jedynie cele rozbawienia słuchaczy, bądź też rozluźnienia atmosfery, uznać należy za nie mieszczące się w dozwolonym wykorzystaniu cytatu celem nauczania.</p>
<p align="justify"><em><strong>Dodatkowe wyjaśnienie</strong></em></p>
<p align="justify"><strong>Cytat uzasadniony wyjaśnieniem to taki cytat, który dla jasności i pełnego zrozumienia wywodu autora jest niezbędny</strong>. Dla przykładu w sytuacji,  <span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';">kiedy piszemy np. o jakimś miejscu, albo o jakimś egzotycznym zwierzęciu umieszczenie jego zdjęcia w pełnym zakresie może być podyktowane celem wyjaśnienia</span> Ponadto podkreślić należy, iż cytat zastosowany celem wyjaśnienia nie może prowadzić do sytuacji, w której w rezultacie eliminowana byłaby potrzeba zaznajomienia się z dziełem, z którego cytat pochodzi. Podobnie zresztą jak w przypadku celu jakim jest nauczanie niedozwolone jest również zamieszczanie cytatu celem oszczędzenia sobie wysiłku. Dla przykładu niedozwolone jest przytoczenie dużej ilości zdjęć z danego miejsca, w krótkim, lakonicznym  artykule opisującym dane miejsce, jedynie w celu oszczędzenia sobie czasu w opisywaniu wszystkich atrakcji, czy szczegółów.</p>
<h3><strong><span style="color: #003366;">4. Analiza krytyczna</span></strong></h3>
<p align="justify">Cytat przytaczany <strong>w ramach analizy krytycznej stanowi sens prowadzonej analizy</strong>. Bez możliwości odwoływania się do cudzych dokonań nie możliwe byłoby racjonalne komentowanie cudzej twórczości. Przy omawianiu dozwolonego celu cytatu, jakim jest analiza krytyczna zwrócić należy uwagę na fakt, <strong>że w ramach wskazanego celu dochodzić może niekiedy do niebezpiecznej manipulacji cytatami, która wypaczać może myśl cytowanego autora poprzez nierzetelnie dodany komentarz</strong>. Takie wykorzystanie cytatu godzić może zarówno w osobiste dobra samego twórcy jak i naruszać integralność jego dzieła wykorzystanego w ramach cytatu i dlatego takie wykorzystanie cudzych utworów nie jest dozwolone przez prawo.</p>
<h3><strong><span style="color: #003366;">5. Prawa gatunku twórczości</span></strong></h3>
<p align="justify">Uzasadnienie wykorzystania cytatu prawami gatunku twórczości oznacza sytuację, w której <strong>cytat zostaje niejako włączony do cudzej twórczości stając się jej integralnym elementem w taki sposób, że nowo tworzona twórczość nie mogłaby powstać w zaistniałej po wykorzystaniu cytatu postaci,</strong> gdyby autor nie miał możliwości skorzystania z tej postaci dozwolonego użytku publicznego. <strong>Oznacza to, że w przypadku powoływania się na wykorzystanie celu cytatu jakim jest prawo gatunku twórczości twórca wykorzystujący ten cytat musi wykazać, że wykorzystany cytat z cudzej twórczości jest mu niezbędny do tego aby, osiągnąć zmierzony cel twórczy.</strong> Przykładem takiego zastosowania będzie np. zestawienie obrazków w sposób twórczy i pomysłowy,  tak że w ten sposób tworzymy odrębny chroniony prawem autorskim utwór.</p>
<p align="justify">Niekiedy zastosowanie cytatu w celu gatunku twórczości prowadzić może do zwiększenia atrakcyjności własnego przekazu. Pamiętać jednak należy o tym, że nie zawsze cel w postaci zwiększenia atrakcyjności własnego przekazu twórczego będzie usprawiedliwiony. Wynika to z faktu, iż cytowany utwór musi<span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span><strong>pozostawać w pewnym twórczym związku, twórczym powiązaniu z nowo tworzonym utworem. Przykładowo nie jest uzasadnione celem gatunku twórczości zamieszczanie na stronie internetowej będącej utworem, bardzo atrakcyjnych i przyciągających internautów krótkich utworów audiowizualnych, bądź też urywków utworów audiowizualnych powołując się na zastosowanie prawa cytatu w celu zwiększenia atrakcyjności utworu jakim jest strona internetowa.</strong> Wskazany bowiem w ustawie cel cytatu, czyli „prawa gatunku twórczości” wymagają od cytującego autora, aby zacytowane przez niego utwory znalazły się w pewnym twórczym i niejako uzasadnionym twórczo związku z tworzonym przez niego utworem.</p>
<p align="justify">Po drugie, pamiętać należy o proporcji, w jakiej cytowane dzieło ma się znaleźć do własnej twórczości autora, na co zwraca uwagę Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 23 listopada 2004 r.  przesądzając, o tym że <strong>przytaczany utwór musi pozostać w takiej proporcji do wkładu twórczości własnej, aby nie było wątpliwości co do tego, że powstało własne, samoistne dzieło. </strong></p>
<h2><span style="color: #003366;"><strong>R</strong>elacja pomiędzy cytowanym utworem a własnym utworem<br />
</span></h2>
<p align="justify">Oprócz powyżej wymienionych przesłanek warunkujących dozwolone wykorzystanie prawa cytatu występuje również ograniczenie, które zakłada, iż<span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span><strong>w ramach cytowania cudzych utworów na zasadach przewidzianych przez prawo autorskie wolno przytoczyć jedynie urywki utworów lub drobne utwory w całości.</strong></p>
<p align="justify">Przepis art. 29 ust. 1 nie określa wprost jakie rozmiary może przybrać cytat, a wskazuje jedynie ogólne przesłanki dozwolonego cytowania. Jednakże z istoty prawa cytatu wynika, iż cytat nie powinien stanowić o walorze nowego dzieła i nie powinien być jego większością. W związku z powyższym, przy każdorazowej ocenie dozwolonych wielkości cytatu <strong>uwzględnić należy przede wszystkim kontekst w jakim dany cytat występuje w utworze oraz cel w jakim został on przytoczony.</strong><span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span>Dla przykładu zwykle zdjęcie albo rysunek jest całym i samoistnym utworem, powstaje zatem problem, czy utwór w postaci zdjęcia lub obrazka spełnia warunek bycia drobnym utworem. O ile na ogół zdjęcie takim drobnym utworem będzie (choć oczywiście nie jest to bezwzględną regułą), to w przypadku rysunku sprawa zależy od indywidualnych cech i wyglądu takiego rysunku oraz kontekstu, w jakim ten rysunek zostanie umieszczony.</p>
<p align="justify">Pamiętać należy o tym, że wskazany warunek, ograniczający cytowanie jedynie do przytaczania urywków utworów lub drobny utworów w całości ma przede wszystkim chronić pierwotnego twórcę przed odtworzeniem w pełni całości jego zapożyczonego dzieła.<span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span><strong>Oznacza to, że rozmiar dozwolonego cytatu nie może być taki, aby dochodziło w gruncie rzeczy do reprodukcji dzieła, z którego zaczerpnięto cytat.</strong><span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"><strong> </strong></span>Cytowanie bowiem, co wynika również z art. 35 Prawa autorskiego, nie powinno prowadzić do uszczuplenia twórcy w możliwości wykorzystywania dzieła w normalny sposób i osiągania z tego tytuły wymiernych korzyści majątkowych.</p>
<h2><span style="font-family: TrebuchetMS; color: #003366;">Oznaczenie cytatu<br />
</span></h2>
<p align="justify">Aby korzystanie z prawa cytatu nie naruszało praw autorskich twórcy, konieczne jest odpowiednie oznaczenie cytatu. Zgodnie z art. 34 prawa autorskiego „Można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku <strong>pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła.</strong><span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"><strong> </strong></span>Podanie twórcy i źródła powinno uwzględniać istniejące możliwości. (…)”Wymóg oznaczenia twórcy spełniony jest dopiero wtedy, kiedy w nowo powstałym dziele bez problemów można zidentyfikować, który fragment został zaczerpnięty i z jakiego źródła. Dlatego też<strong> nie wystarczy wskazać na końcu opracowania albo np. na dole strony internetowej z jakich materiałów korzystaliśmy przygotowując dany utwór (tekst, obrazek, film), ale konieczne jest oddzielne oznaczenie każdego wykorzystanego przez nas fragmentu.</strong></p>
<p align="justify">Oznacza to, że w przypadku wykorzystania fragmentu cudzego tekstu konieczne jest zaznaczenie go np. w cudzysłów, albo oznaczenie go innym kolorem lub przypisem. W przypadku korzystania np. ze zdjęć opublikowanych na stronach internetowych, konieczne jest podanie adresu strony internetowej i autora zdjęcia (na marginesie - ze względu na dynamikę stron internetowych czasem dobrze jest także zaznaczyć, z którego dokładnie dnia pochodzi wersja zacytowanej przez nas jako źródło strony internetowej. To tylko rozsądek „dowodowy”, nie wymóg formalny).</p>
<p align="justify"><strong>Również w przypadku, kiedy zdjęcia albo cudze wypowiedzi nie są podpisane, i nie jest możliwe zidentyfikowanie twórcy, nie zwalnia nas to z prawidłowego oznaczenia cytatu.</strong> W takiej sytuacji należy wskazać źródło, z którego korzystamy oraz wskazać, że zacytowany utwór jest dziełem anonimowego twórcy. Działanie takie jest konieczne, gdyż w przeciwnym razie możemy narazić się zarzut wykorzystywania cudzej twórczości jako swojej, co stanowi naruszenie praw twórcy dzieła.</p>
<h2><strong><span style="color: #003366;">Konsekwencje naruszenia prawa cytatu</span><br />
</strong></h2>
<p align="justify">Naruszenie zasad cytowania opisanych w prawie autorskim stanowi naruszenie praw autorskich twórcy, którego fragment utworu został wykorzystany.</p>
<p align="justify"><strong>Twórca może żądać od nas zaniechania tego działania (usunięcia cytowanych treści). Może także żądać, aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności aby złożyła “publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie” (czyli przeprosiny). Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać również twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę</strong><span style="font-family: LucidaGrande,'Times New Roman';"> </span>lub - na żądanie twórcy - zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny. Pozostają także roszczenia stricte majątkowe.</p>
<p align="justify">Ponadto <strong>brak odpowiedniego wskazania przejętego fragmentu, uniemożliwiający zorientowanie się, że ma się do czynienia z cudzą twórczością, powodować może zaistnienie przesłanek plagiatu, co wiąże się z odpowiedzialnością karną osoby wykorzystującej cudzy utwór. </strong></p>
<h2><strong><span style="color: #003366;">Podsumowując</span><br />
</strong></h2>
<p align="justify">Skorzystanie z dozwolonego prawa cytatu musi spełniać szereg ustawowych wymogów:</p>
<ul>
<li>
<p align="justify">dzieło, w którym cytat 	jest zastosowany, musi stanowić odrębny utwór autorski,</p>
</li>
<li>
<p align="justify">cytowane mogą być 	jedynie urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w 	całości,</p>
</li>
<li>
<p align="justify">cytat może być 	zastosowany jedynie w celu wyjaśnienia, analizy krytycznej, 	nauczania, oraz w celu uzasadnionym prawami gatunku twórczości,</p>
</li>
<li>
<p align="justify">pojedynczy cytat musi być 	podrzędny wobec nowo tworzonego dzieła</p>
</li>
<li>
<p align="justify">cytat musi być 	prawidłowo oznaczony poprzez wskazanie imienia i nazwiska twórcy 	oraz źródła, z którego pochodzi, a przy tym konieczne jest 	oddzielne oznaczenie każdego wykorzystanego przez nas fragmentu.</p>
</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/nasze-top-five-prawo-cytatu-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Rocznica i prezenty &#8230;</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/rocznica-i-prezenty/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/rocznica-i-prezenty/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Sep 2008 12:35:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Maruta</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Notka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=197</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj mamy pierwsze urodziny :) Bardzo dziękujemy wszystkim autorom i odwiedzającym - miesięcznie mamy ponad pięć tysięcy odwiedzin, z czego jesteśmy dumni i co nas motywuje do zmian. Które, lada chwila, nastąpią.
Gorące słowa podziękowania dla wszystkich linkujących. Bardzo nam to pomaga.
Zanim zmiany nadejdą, przygotowaliśmy prezent - odświeżone, uzupełnione wersje naszych najpopularniejszych artykułów. Od dziś, co piątek, nasze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #003300;">Dzisiaj mamy pierwsze urodziny :) Bardzo dziękujemy wszystkim autorom i odwiedzającym - miesięcznie mamy ponad pięć tysięcy odwiedzin, z czego jesteśmy dumni i co nas motywuje do zmian. Które, lada chwila, nastąpią.</span></p>
<p><span style="color: #003300;">Gorące słowa podziękowania dla wszystkich linkujących. Bardzo nam to pomaga.</span></p>
<p><span style="color: #003300;">Zanim zmiany nadejdą, przygotowaliśmy prezent - odświeżone, uzupełnione wersje naszych najpopularniejszych artykułów. Od dziś, co piątek, nasze TOP FIVE &#8230;</span></p>
<p><span style="color: #003300;"><span style="color: #000000;"><a href="http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/nasze-top-five-prawo-cytatu-w-internecie/"><img class="alignnone size-medium wp-image-198" title="prezent_0809" src="http://itlaw.computerworld.pl/wp-content/uploads/2008/09/shutterstock_2189526-300x198.jpg" alt="" width="300" height="198" /></a></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/12/rocznica-i-prezenty/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wyrok, który ucieszył Allegro - jak Tiffany przegrało z ebay, czyli co wolno platformom aukcyjnym &#8230;</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/10/wyrok-ktory-ucieszyl-allegro-jak-tiffany-przegralo-z-ebay-czyli-co-wolno-platformom-aukcyjnym/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/10/wyrok-ktory-ucieszyl-allegro-jak-tiffany-przegralo-z-ebay-czyli-co-wolno-platformom-aukcyjnym/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Sep 2008 19:27:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Agnieszka Wachowska</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Artykuł]]></category>

		<category><![CDATA[Internet]]></category>

		<category><![CDATA[wyroki]]></category>

		<category><![CDATA[znaki towarowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=195</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnich miesiącach pojawiło się kilka orzeczeń dotyczących 	odpowiedzialności serwisów akcyjnych za działania ich 	użytkowników polegające na wystawianiu na aukcjach produktów z 	podrobionym znakiem towarowym. Pomimo bardzo zbliżonych 	regulacji prawnych w tym zakresie, zarówno w USA jak i w państwach 	Unii Europejskiej, wyroki zapadłe w podobnych do siebie sprawach 	(w sprawie Tiffany vs Ebay w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnich miesiącach pojawiło się kilka orzeczeń <strong>dotyczących 	odpowiedzialności serwisów akcyjnych za działania ich 	użytkowników polegające na wystawianiu na aukcjach produktów z 	podrobionym znakiem towarowym</strong>. Pomimo bardzo zbliżonych 	regulacji prawnych w tym zakresie, zarówno w USA jak i w państwach 	Unii Europejskiej, <strong>wyroki zapadłe w podobnych do siebie sprawach 	(w sprawie Tiffany vs Ebay w Stanach Zjednoczonych oraz w sprawie LVMH vs Ebay we 	Francji i Rolex vs Ebay w Niemczech) diametralnie różnią się od siebie</strong>. W Europie Ebay przegrał, w USA odniósł ważne, prawnicze zwycięstwo. Amerykańska linia argumentacji (a jest to bardzo dobry merytorycznie wyrok, jak ładnie nazwali go prawnicy &#8220;appeal-proof&#8221;) bez wątpienia będzie powtarzana przez serwisu takie jak Allegro na obronę swoich działań. </p>
<p>I europejskie, i amerykański wyrok są dopiero wyrokami sądów pierwszej instancji i zapewne wiele w tej materii może się jeszcze wydarzyć, nie mniej jednak warto poznać te orzeczenia i zastanowić się nad tym, w jakim kierunku, w różnych częściach świata, zmierza odpowiedzialność service providerów. Poniżej obszerne omówienie wyroku amerykańskiego.</p>
<ol><span id="more-195"></span></ol>
<p>W amerykańskim sądzie dystryktu Nowy York dnia 14 lipca 2008 r. 	zapadł <strong>jeden z najbardziej oczekiwanych w ostatnich latach 	wyroków w USA</strong>. Sprawa, która rozstrzygana była na przez 	nowojorski sąd zapoczątkowana została pozwem wniesionym przez 	znanego amerykańskiego producenta ekskluzywnej biżuterii - 	<strong>Tiffany przeciwko serwisowi aukcyjnemu Ebay</strong>. Tiffany wystąpił 	przeciwko eBay.com domagając się odszkodowania za naruszenie jego 	praw własności intelektualnej do znaku towarowego Tiffany. Zarzuty 	sformułowane w pozwie nie dotyczyły jednego konkretnego 	naruszenia, a obejmowały całe spektrum naruszeń, jakich, w 	przekonaniu Tiffany, dopuścił się Ebay prowadząc serwis aukcyjny 	Ebay.com.</p>
<h3><span style="color: #000080;">Bezpośrednie naruszenie znaku towarowego </span></h3>
<p>Obok wielu innych zarzutów, Tiffany oskarżył eBay o bezpośrednie 	naruszenie znaku towarowego Tiffany („<em>direct trademark 	infringement</em>&#8220;) poprzez (1) reklamowanie na stronach serwisu eBay&#8217;a jako miejsca, w którym 	można nabyć produkty marki Tiffany (2) umieszczenie nazwy „Tiffany&#8221; na liście najczęściej 	wyszukiwanych pozycji z kategorii biżuteria i zegarki („list of 	top serach terms and popular brand names&#8221;) (3) zamieszczanie na stronach eBay bezpośrednich linków do aukcji 	oferujących produkty marki Tiffany, a w tym oferujących podróbki (4) wykupienie sponsorowanych linków na Google i Yahoo! 	reklamujących eBay jako miejsce, w którym można kupić biżuterię 	marki Tiffany (5) zezwalanie na sprzedaż fałszywych produktów marki Tiffany na 	aukcjach eBay.</p>
<p>W odpowiedzi na te zarzuty <strong>Sąd uznał, iż używanie przez eBay znaków towarowych Tiffany 	mieści się w doktrynie dozwolonego użytku („nominative fair 	use&#8221;).</strong> Wynika to z faktu, iż<strong> właściciel znaku towarowego 	nie może zabronić osobom trzecim używania jego znaku towarowego w 	celu informacyjnym (opisowym), tak długo, jak długo użycie takie 	nie wprowadza w błąd innych, co do związków występujących 	pomiędzy wykorzystującym dany znak towarowy a właścicielem 	takiego znaku towarowego.</strong> </p>
<p>Zasada taka ustanowiona jest ze 	względu na ochronę sprzedawców na rynków wtórnym i służy 	temu, aby właściciel znaku towarowego nie mógł wykorzystywać 	ochrony swojego znaku towarowego <em>de facto</em> do zakazania 	(zlikwidowania) odsprzedaży markowych, oryginalnych produktów. W 	orzeczeniu z dnia 14 lipca 2008 r. <strong>Sąd wyraźnie stwierdził, iż 	działalność gospodarcza polegająca na odsprzedaży markowych 	rzeczy w żadnym wypadku nie może być postrzegana jako naruszenie 	znaku towarowego albo działanie nieuczciwej konkurencji</strong>. </p>
<h3><span style="color: #000080;">Ebay - pośrednik czy service provider?</span></h3>
<p>Oprócz powyższych zarzutów związanych z bezpośrednim naruszeniem przez eBay 	znaków towarowych Tiffany, oskarżył dodatkowo eBay, że 	właściciele serwisu, wiedząc o tym, iż na ich platformie 	aukcyjnej dochodzi do naruszeń praw znanego producenta, nie 	blokowali aukcji, na których sprzedawano podrabiane towary marki 	Tiffany. W<strong> opinii spółki Tiffany </strong><strong>Ebay jako podmiot 	pośredniczący w sprzedaży artykułów wystawianych na aukcjach 	powinien odpowiadać za jakość i autentyczność sprzedawanych 	produktów wspólnie z bezpośrednimi sprzedawcami</strong>.</p>
<p>Ebay nie 	zgadzając się z powyżej przedstawioną argumentacją spółki 	Tiffany twierdził, że jego portal aukcyjny spełnia jedynie rolę 	internetowego targu, na którym dokonywane są transakcje. 	Ebay podkreślał, iż on sam nigdy nie znajduje się w posiadaniu 	rzeczy sprzedawanych na aukcjach, a w związku z tym nie ma 	fizycznej możliwości sprawdzenia, czy sprzedawane na aukcjach 	przedmioty są autentyczne czy też stanowią jedynie podróbki.  <strong>Aby móc rozstrzygnąć powstały spór amerykański sąd musiał 	zdecydować czym tak naprawdę jest serwis eBay i jaką rolę 	odgrywa on w sprzedaży produktów wystawionych na aukcjach 	internetowych.</strong> Problem ten wymagał zbadania, czy 	prowadząc serwis aukcyjny Ebay de facto działał jako pośrednik w 	sprzedaży, czy też serwis ten traktować należy jedynie jako 	miejsce (przestrzeń), w którym dokonywane były transakcje. 	<strong></strong></p>
<p><strong>Nowojorski sąd przychylił się do argumentacji spółki 	Ebay i uznał, że eBay nie pośredniczył w sprzedaży konkretnych 	przedmiotów wystawianych na aukcjach, a jedynie umożliwiał taką 	sprzedaż pośrednicząc jedynie pomiędzy zarejestrowanymi 	sprzedawcami oraz zarejestrowanymi kupującymi.</strong> Sąd zaznaczył, 	że działalność eBay podobna jest do działalności podmiotu 	prowadzącego bazar i nie można zaklasyfikować jej usługi pośrednictwa. 	<strong>Przyjęte przez sąd stanowisko pozwoliło na ocenę zachowania 	serwisu Ebay z punktu widzenia przepisów dotyczących service 	providerów. Oznaczało to, że dla pociągnięcia do 	odpowiedzialności Ebay za czyny popełniane przez użytkowników 	serwisu, Tiffany musiałby udowodnić, że Ebay wiedział albo 	powinien był wiedzieć o tym, że jest zaangażowany w naruszenia 	praw do znaku towarowego (przejść tzw. test „Inwood 	test&#8221;).</strong></p>
<h3><span style="color: #000080;">Obowiązek usuwania &#8220;nielegalnych&#8221; aukcji</span></h3>
<p>W przekonaniu firmy Tiffany Ebay posiadał wystarczającą wiedzę 	na temat tego, że na aukcjach jego portalu sprzedawane są 	przedmioty będące podróbkami biżuterii marki Tifffany. 	Argumentem jaki przedstawił znany producent biżuterii był fakt, 	iż sama firma Tiffany informowała eBay&#8217;a o tym, że w latach 	2003 i 2004, większość aukcji na eBay oferujących produkty marki 	Tiffany w rzeczywistości oferowała jedynie podróbki. </p>
<p>Zgodnie z 	badaniami przeprowadzonymi przez spółkę Tiffany i 	zaprezentowanymi właścicielom portalu ebay.com, w 2004 73 % 	spośród oferowanych na portalu ebay.com produktów marki Tiffany 	było falsyfikatami Oprócz ogólnych doniesień na temat skali 	naruszeń praw do znaku towarowego mających miejsce na platformie 	aukcyjnej , Tiffany wielokrotnie składał do firmy eBay 	indywidualne zawiadomienia o tym, na których aukcjach, w jego 	przekonaniu oferowane są podróbki. Co więcej, zgodnie z 	zapewnieniami firmy Tiffany zawiadomienia takie eBay otrzymywał 	również od niezadowolonych klientów, którzy na aukcjach ebay.com 	nabyli podróbki sygnowane znakiem Tiffany. </p>
<p>Analizując odpowiedzialność Ebay<strong> sąd pokreślił, iż z 	przedstawionego materiału dowodowego wynika, iż za każdym kiedy 	Tiffany informował przedstawicieli Ebay o konkretnych aukcjach na 	których sprzedawane były podrabiane produkty, to eBay każdorazowo 	usuwał takie aukcje.</strong> <strong>Sąd uznał, że generalna wiedza na temat 	tego, że na aukcjach oferowane są podrabiane przedmioty jest 	niewystarczająca do tego aby odpowiadać jako provider internetowy 	na podstawie testu „Inwood&#8221;.</strong></p>
<h3><span style="color: #000080;">Kolejne argumenty - magiczne &#8220;pięć sztuk&#8221;</span></h3>
<p><strong></strong>Jednakże Titffany wysunął argument, który w przekonaniu tejże 	spółki miał wykazywać, iż eBay otrzymał od spółki Tiffany 	dokładną, a nie generalną zasadę wskazującą na to, które z 	aukcji umieszczanych na eBay oferują fałszywe produkty Tiffany. W 	przekonaniu spółki Tiffany każda aukcja, na której wystawianych 	jest więcej niż 5 takich samych produktów marki Tiffany, oferuje 	<em>de facto</em> podróbki. Według Tiffany eBay, dysponując 	generalną zasadą przekazaną mu przez właściciela marki - 	Tiffany powinien monitować aukcje i automatycznie usuwać te, które 	oferują więcej niż 5 sztuk tego samego produktu. </p>
<p>Argumenty przedstawione przez Tiffany nie zyskały jednak aprobaty 	sądu. Zdaniem sadu spółka ta nie przedstawiła wystarczających 	dowodów, które wskazywałyby na to, że jednoczesne oferowanie 	sprzedaży biżuterii marki Tiffany w ilości większej niż 5 sztuk 	równoznaczna jest ze sprzedażą fałszywek. Spółka Tiffany nie 	była w stanie ani wykazać, ani też jednoznacznie potwierdzić 	tego, że nigdy nie sprzedawała, oferowanych przez siebie produktów 	w ilości większej niż 5.</p>
<h3><strong><span style="color: #000080;">Obowiązek &#8220;cenzury prewencyjnej&#8221;</span></strong></h3>
<p>Oprócz powyżej wskazanych kwestii <strong>Tiffany podniósł również, iż 	spółka prowadząca eBay, mając jedynie generalna wiedzę na temat 	tego, że na jej portalu dochodzi nieustannie do łamania prawa, 	miała obowiązek podjąć środki zapobiegające handlowaniu 	fałszywymi produktami.</strong> W przekonaniu spółki Tiffany Ebay nie 	wywiązał się z tego zadania, wobec czego powinien ponieść 	odpowiedzialność za umożliwianie nabywania podrabianych towarów.</p>
<p>W odpowiedzi na tak postawione zarzuty eBay wytłumaczył, iż firma 	prowadząca portal eBay.com wydaje corocznie miliony dolarów na 	walkę z handlem podrabianymi produktami oraz produktami zakazanymi 	przez prawo. Z informacji przedstawionych przez eBay wynika, iż 	<strong>eBay zainwestował duże nakłady w specjalne wyszukiwarki oraz 	system VeRO, które pozwalają na lepsze odnajdywanie aukcji, na 	których z dużą dozą prawdopodobieństwa mogą być wystawiane 	przedmioty zabronione przez prawo</strong>.</p>
<p>W odpowiedzi na tak przedstawioną 	argumentację Tiffany podnosił, iż system VeRO nie spełniał 	właściwie swojej roli gdyż nie przeciwdziałał w żaden sposób 	pojawianiu się nowych aukcji internetowych, na których mogłyby 	być oferowane podrabiane produkty. W przekonaniu Tiffany VERO był 	nieodpowiednim narzędziem do raportowania naruszeń, gdyż Tiffany 	(jako podmiot, któremu zależało na notyfikowaniu naruszeń) nie 	mógł obserwować i raportować aukcji, na których znalazły się 	podrabiane produkty wcześniej niż dane aukcje zostały wystawione 	publicznie. Według Tiffany taki system ochrony przed naruszeniami 	był zdecydowanie niewystarczający gdyż kupujący mogli nabyć 	podrabiany produkt marki Tif</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/10/wyrok-ktory-ucieszyl-allegro-jak-tiffany-przegralo-z-ebay-czyli-co-wolno-platformom-aukcyjnym/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Szkody naszejklasy.pl a atak hakerów</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/09/szkody-naszejklasypl-a-atak-hakerow/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/09/szkody-naszejklasypl-a-atak-hakerow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Sep 2008 12:27:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Maruta</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Notka]]></category>

		<category><![CDATA[cywilne]]></category>

		<category><![CDATA[Internet]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=194</guid>
		<description><![CDATA[Jak donosi computerworld, serwis naszaklasa.pl wycenia swoje szkody związane z atakiem hakerów na 60 milionów złotych. Oczywiście w wielu serwisach podważono (czy też wyśmiano) te wyliczenia. Sprawa, z prawneog punktu widzenia, jest jeszcze ciekawsza.
Aby mówić o odpowiedzialności konieczne są trzy elementy - wina sprawcy, szkoda, związek przyczynowy. Wina niby bezsporna, wiadomo, hakerzy. I tak i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak donosi <a href="http://www.computerworld.pl/news/165906/Nasza.Klasa.liczy.straty.po.ataku.hakerow.html">computerworld,</a> serwis naszaklasa.pl wycenia swoje szkody związane z atakiem hakerów na 60 milionów złotych. Oczywiście w wielu serwisach podważono (czy też wyśmiano) te wyliczenia. Sprawa, z prawneog punktu widzenia, jest jeszcze ciekawsza.<span id="more-194"></span></p>
<p><strong>Ab</strong><strong>y mówić o odpowiedzialności konieczne są trzy elementy - wina sprawcy, szkoda, związek przyczynowy.</strong> Wina niby bezsporna, wiadomo, hakerzy. I tak i nie - oczywiście brak zabezpieczeń nie można wprost traktować jako &#8220;przyczynienia się&#8221; do szkody, ale profesjonalny serwis jakieś zabezpieczenia musi mieć. Jeśli nie ma, można by dyskutować o owym przyczynieniu się.</p>
<p>Przyjmijmy jednak, że wina była &#8220;jednostronna&#8221; - pozostaje nam wyliczenie szkody. Szkoda to straty (zmniejszenie się wartości posiadanego majątku) lub utracone korzyści (nie otrzymanie kwot, które - racjonalnie zakładając - powinniśmy otrzymać). <strong>Jeśli wskutek działania owych hackerów witryna &#8220;zubożała&#8221; o 2 miliony odwiedzin dziennie to musimy mieć rzetelny mechanizm udowodnienia, że (a) faktycznie jest to 2 miliony mniej kliknięć (b) każde z tych straconych wejść generowałoby odpowiednie dochody</strong>. W praktyce udowadnianie szkody jest bardzo trudne - niejednokrotnie firmy czy, jeszcze częściej,  administracja państwowa nie są w stanie wykazać faktycznych szkód majątkowych. To trochę jak z wyliczeniami szkód za &#8220;piraty&#8221; - bazują one na założeniu, że sprawca kupiłby oryginał, więc szkoda jest utracony zarobek równy ilości nielegalnych kopii. Oczywisty nonsens. </p>
<p>No i pozostaje związek przyczynowo - skutkowy. Magiczne pytanie, czy Microsoft odpowiada za szkody wyrządzone błędnym bilansem, błędnie wyliczonym z powodu wady Excela. Nie wchodząc głębiej, wydaje się, że nie. Podobnie w omawianym przypadku - trzeba by zbadać jakie są normalne skutki próby wpuszczenia takiego spamu do należycie zabezpieczonego systemu. </p>
<p>Nie zdziwię się, gdy okaże się, że cała ta sytuacja jest trochę wydumana. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/09/szkody-naszejklasypl-a-atak-hakerow/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Spore, zabezpieczenia, prawa konsumenta i prawa autorskie &#8230;</title>
		<link>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/08/spore-zabezpieczenia-prawa-konsumenta-i-prawa-autorskie/</link>
		<comments>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/08/spore-zabezpieczenia-prawa-konsumenta-i-prawa-autorskie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 14:45:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Marcin Maruta</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Notka]]></category>

		<category><![CDATA[autorskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://itlaw.computerworld.pl/?p=193</guid>
		<description><![CDATA[Gra &#8220;Spore&#8221; jest reklamowana prawie wszędzie, od miesięcy jest typowana na megahit. Jak się okazuje, stosowane w niej zabezpieczenia (można ją tylko trzy razy zainstalować) spowodowały furię (istotne niezadowolenie) co niektórych - pisze o tym m.in. gamecorner w swoim artykule.
O prawie autorskim i granicach jego ochrony pisaliśmy wielokrotnie, ostatnio w artykule Pliki z Internetu - czy jesteśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gra &#8220;Spore&#8221; jest reklamowana prawie wszędzie, od miesięcy jest typowana na megahit. Jak się okazuje, stosowane w niej zabezpieczenia (można ją tylko trzy razy zainstalować) spowodowały furię (istotne niezadowolenie) co niektórych - pisze o tym m.in. gamecorner <a href="http://gamecorner.pl/gamecorner/1,86013,5670159,Spore___nieprzychylne_przyjecie_wsrod_graczy.html ">w swoim artykule</a>.</p>
<p>O prawie autorskim i granicach jego ochrony pisaliśmy wielokrotnie, ostatnio w artykule <a title="Odnośnik do: &quot;Pliki z Internetu - czy jesteśmy piratami, czy też nie?&quot;" rel="bookmark" href="http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/08/29/pliki-z-internetu-czy-jestesmy-piratami-czy-tez-nie/">Pliki z Internetu - czy jesteśmy piratami, czy też nie?</a> Case Spore jest wręcz modelowy - można się zastanawiać biznesowo, jaki sens ma DRM (bajki o utraconych milionach są w dużej mierze wyssane z palca, bardzo ciekawie na ten temat <a href="http://www.gamesindustry.biz/articles/pirate-station">Rob Fahey z gamesindustry.biz),</a> ale można też prawnie. <span id="more-193"></span></p>
<p>W przypadku gry komputerowej, po drugiej stronie stoi konsument, z całą kodeksową, pozakodeksową i europejską ochroną. Na ile ma obowiązek czytać on dokładnie komunikat malutką czcionką o warunkach rejestracji? Czy nie wkraczamy tutaj na grunt niezgodności towaru z umową i ustawy &#8220;konsumenckiej&#8221; (krótki jest opis w artykul<a href="http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2007/12/10/jak-pozwac-sw-mikolaja/">e o pozywaniu św. Mikołaja</a>), a jeśli nawet nie (dotyczy ona rzeczy ruchomych, pytanie czym jest gra na dvd), to co ze zgodnymi oświadczeniami woli? Czy dowiadując się o takim ograniczeniu, konsument ma prawo zwrócić grę?</p>
<p>Procesów za wiele pewnie nie będzie, choć gdyby był choć jeden, mógłby posunąć praktykę orzecznictwa o krok naprzód. Użytkownicy póki co korzystają ze zwykłych mechanizmów obronnych, i krytykują i firmę i produkt.</p>
<p>Dla mnie cała ta sprawa jest kolejnym przykładem, że ochrona własności intelektualnej &#8220;nie wyrabia&#8221;. Bez wątpienia nielegalne rozpowszechnianie gier jest problemem i zjawiskiem nagannym, producenci wywalczyli sobie w miarę silne mechanizmy chroniące DRM, ale ich użycie w praktyce obraca się przeciw nim. Dalszy nacisk na &#8220;ochronę&#8221; własności intelektualnej niewiele da - musimy znaleźć inny pomysł. I to jest Graalprawa autorskiego początku XXI wieku.</p>
<p> </p>
<p><a title="Odnośnik do: &quot;Pliki z Internetu - czy jesteśmy piratami, czy też nie?&quot;" rel="bookmark" href="http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/08/29/pliki-z-internetu-czy-jestesmy-piratami-czy-tez-nie/"></a> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://itlaw.computerworld.pl/index.php/2008/09/08/spore-zabezpieczenia-prawa-konsumenta-i-prawa-autorskie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>

