W zeszłym tygodniu opisałem kilka mitów funkcjonujących w świecie umów wdrożeniowych. Myśl przewodnia jednej z moich wypowiedzi była w zarysie taka: nie da się napisać idealnej umowy wdrożeniowej. Być może da się napisać przyzwoitą umowę wdrożeniową, ale konieczna jest do tego ścisła współpraca prawnika z osobami merytorycznie odpowiedzialnymi za dany projekt.
Archiwa autora 'Bartek Wachta'
Mit 5 „Kodeksowa gwarancja”
Zdarza się dość powszechnie, że klient oczekuje udzielenia „gwarancji na wdrożony system” albo „na wykonaną usługę”. Zastanówmy się więc, czym jest i czy w ogóle istnieje „gwarancja na system”.
Mit 4 …bo jak sobie kupuję samochód…
Jak wiadomo, zalecaną w podręcznikach i często stosowaną w negocjacjach metodą, jest porównanie. Chyba każdy negocjator pracujący dla branży IT usłyszał przynajmniej kilka razy tekst w rodzaju „a jak sobie Pan kupuje samochód, który ma jeździć i okazuje się, że jeździ, ale powyżej 80 km/h zaczyna strasznie się trząść, to czy to jest dobry samochód???” „czy jeżeli zlecam wykopanie rowu w tydzień, a trwa to miesiąc, bo ziemia jest twarda, to czyja jest wina …”
Mit 3 - nie ma kar, nie ma problemu
Dostawca systemu informatycznego nie jest zazwyczaj zdziwiony, jeżeli Klient życzy sobie zawarcia w umowie zapisów określających kary umowne za niewykonanie poszczególnych zobowiązań. Pozwalam sobie przypomnieć, że kara umowna jest zryczałtowanym odszkodowaniem, przy czym po długich dyskusjach i sprzecznych wyrokach Sądu Najwyższego uznano ostatecznie, że dla dochodzenia kary umownej nie jest w ogóle konieczne wyrządzenie szkody. Wystarczy, że dostawca nienależycie wykona zobowiązanie i tylko ten fakt musi być wykazany przez Klienta.
Mit 2 - odbiór końcowy końcem problemów
Jak wiadomo, zasadniczym celem każdego kierownika projektu jest doprowadzenie do szczęśliwego podpisania przez zamawiającego protokołu odbioru końcowego. Z niejasnych przyczyn, większość dostawców systemów informatycznych uznaje, że jeżeli uda im się przekonać kontrahenta do złożenia podpisu na dokumencie potwierdzającym zakończenie realizacji umowy, to uzyskują tym samym niepodważalny dowód wywiązania się z umowy. Zła wiadomość, którą chcę przekazać wykonawcom, jest taka, że wspomniana powyżej większość się myli. Czytaj dalej…
(tekst ten jest zaktualizowaną wersją artykułu opublikowanego w Computerworld)
Wstęp - legenda o dobrej umowie wdrożeniowej
Jak doskonale wiadomo, umowy pisane są „na złe czasy”. Zazwyczaj wszelkie zabezpieczenia, kary umowne, ograniczenia odpowiedzialności itp. zapisywane są wyłącznie „na wszelki wypadek”. Regułą jest, że jeżeli obie strony współpracują i dochowują przy tym elementarnej staranności, realizacja umowy przebiega gładko i w umówionym terminie zamawiający czy też kupujący dostaje to, co zamówił. Nikt nie sięga do kar umownych, nie nalicza odszkodowań ani nie żąda dodatkowych pieniędzy. Wyjątkiem w tym zakresie są umowy, których przedmiotem jest wdrożenie systemów informatycznych. Zazwyczaj prędzej, czy później, okazuje się, że dostawca dostarcza wadliwy produkt, nie dochowuje umówionych terminów, a zamawiający liczy nerwowo dodatkowe pieniądze, które musi dodać do pierwotnego budżetu. Czytaj dalej…
Ten tydzień zapowiada się pod znakiem zamówień publicznych - tym razem o utajnianiu ofert w postępowaniach przetargowych, praktyce tyleż powszechnej, co błędnej ….Prawo zamówień publicznych mówi, że postępowanie o udzielenie zamówienia jest jawne. Teoretycznie chodzi o to, że każdy może poprosić zamawiającego o udostępnienie określonych dokumentów i powinien je dostać do wglądu, przy czym w zależności od etapu postępowania można żądać różnego zakresu dokumentów. Nie wgłębiając się w szczegóły wystarczy powiedzieć, że po dokonaniu wyboru najkorzystniejszej oferty, zamawiający powinien udostępnić wszystkie materiały zgromadzone w postępowaniu, w tym treść wszystkich ofert i całą korespondencję prowadzoną z wykonawcami. Oczywiście od tak jasno brzmiącej zasady musi być wyjątek. Czytaj dalej…
Będąc młodym prawnikiem, przyszedł do mnie klient i powiedział: „cześć, przygotuj mi taką prostą umowę na sprzedaż serwera, routerów, patchcordów i smartnetów, specyfikację Ci podeślę”. Oczywiście rozróżniałem już wówczas serwer od serwetki i wiedziałem w zarysie czym się różni router od switcha, a jednak smartnet był dla mnie zagadką. Ale cóż, sprzedaż, to sprzedaż. Z punktu widzenia prawnika, jest zasadniczo obojętne, czy przedmiotem umowy jest sprzedaż komputerów, traktorów, stołów czy ziemniaków. Ważne, żeby móc napisać, że „przedmiotem umowy jest sprzedaż sprzętu (lub czegokolwiek innego) zgodnie ze specyfikacją zawartą w załączniku nr 1″, a o treść załącznika niech się już handlowiec czy inny PM martwi. Prawda? Nie. Czytaj dalej…