Fajna bajka w computerworld. Można się pośmiać, że oczywistości, ale co tam - i tak nic się nie zmienia. Ostatnio mam sporo przykładów z mniej lub bardziej udanych wdrożeń i tak na gorąco nawiązując do bajki, wydaje mi się, że przyczyn porażek (częstokroć nazywanych sukcesami, bo system rusza, choć po czasie i za dwa razy więcej, ale rusza) jest kilka:
- znany psychologiczny mechanizm przeceniania dobrych scenariuszy, niedoszacowania złych. Co ciekawe, w świecie IT praktyka powinna zredukować ten mechanizm, ale nie redukuje.
- mnie znany, mniej psychologiczny ale bardzo prawniczy mechanizm wiary w sankcje - są one rzecz jasna konieczne, ale cała uroda umów IT jest w dobrym opisaniu projektu - od zasad wynagradzania, przez procedury współpracy, change control, SLA, odbiory i testy, stabilizacje i utrzymanie, etc etc. To jest clou umowy i szansa sukcesu, ale często unika się rozbudowanych klauzul gdyż wykazują one nierealne założenia (np. budowa harmonogramu wdrożenia z uwzględnieniem okresu testowania a obiecany termin końcowy). A więc cała para prawnicza idzie w kary umowne, odstąpienia etc, na dodatek często bez sensu - rzadko kiedy zamawiający chce odstąpić od umowy w całości (czy wypowiedzieć umowę ”bezzwłocznie”), a opisanie odstąpienia częściowego to już rzadkość i precyzyjna robota. Mamy więc rewelacyjnie procesowo zabezpieczone umowy na nierealne cele i scenariusze.
- za mało czasu, za mało pieniędzy na czynności przedkontraktowe - audyty, priorytety, konsulting wewnętrzny i zewnętrzny. Przy sporych budżetach na samą realizację.
- prawnicy nie słuchają PM-ów, PM nie słucha prawników. Powstają cudowne umowy, nawet spójne i logiczne, tylko nie na temat. Umowa swoje, projekt swoje. W razie jakiegokolwiek zamieszania następuje trzęsienie ziemi, bo stan faktyczny jest n! od stanu prawnego.
- pewnie jeszcze cała masa, ale to tylko taki krótki wpis :)
0 Odpowiedzi do “Bajki i nie-bajki”