Pliki z Internetu – czy jesteśmy piratami, czy też nie?

Ostatnio w Rzeczpospolitej ukazały się dwa artykuły dotyczące pobierania plików muzycznych i audiowizualnych z Internetu – najpierw artykuł Pana Sławomira Wikariaka, z komentarzem Pani Mecenas Katarzyny Lasoty (dopuszczający ściąganie), a następnie replika Pana Mecenasa Oskara Tułodzieckiego (negująca legalność takich działań). I ta replika warta jest komentarza.

Autor stawia kilka tez, zmierzających do istotnego ograniczenia instytucji dozwolonego użytku. Podane argumenty, w moim przekonaniu, nie bronią się wystarczająco, a najdalej idące wnioski wynikają z niezrozumienia istoty zarówno prawa autorskiego w ogólności, jak i dozwolonego użytku w szczególności.

Opis problemu

Autor stawia następujące tezy:

  • dozwolony użytek osobisty nie dotyczy utworów nierozpowszechnionych;
  • prawa autorskie mają charakter bezwzględny, a dozwolony użytek osobisty musi być interpretowany zawężająco;
  • ściąganie plików jest nielegalne, gdyż odbywa się w anonimowym środowisku, a nie w ramach „kręgu stosunków towarzyskich”;
  • ściąganie plików narusza art. 35 prawa autorskiego, gdyż wykracza poza „normalne korzystanie z utworu” i godzi w „słuszne interesy twórcy”.

Ściąganie utworów nierozpowszechnionych

Na sam początek teza, której nie sposób odmówić racji Ściąganie utworów nierozpowszechnionych nie jest objęte dozwolonym użytkiem osobistym. Razem z powyższą tezą, Autor stwierdza, iż „należny poddać zdecydowanej krytyce pogląd, jakoby osoba korzystająca z utworu nie była obowiązana do weryfikacji tego, czy utwór został już rozpowszechniony, gdyż nie obliguje jej do tego żaden przepis prawa”.

Ponownie święta racja, tylko że, jeżeli to stwierdzenie ma na celu polemikę z artykułem Pana Wikariaka i Pani Lasoty, to ja w tym artykule tym argumentów sprzecznych z opinią Autora nie mogę się doszukać. Owszem, pojawia się teza, że użytkownik nie ma obowiązku sprawdzać, czy utwór został rozpowszechniony za zgodą twórcy czy bez tej zgody. Nie zmienia to faktu, że powinien sprawdzić czy dany utwór w ogóle został rozpowszechniony („udostępniony publicznie”) – jeśli został, dalsza wola twórcy nie ma już znaczenia. Wypowiedź Pani Lasoty ma dwa akapity i nie sposób opisać tam wszelkich wyjątków. A będę się upierał, że ściąganie filmów przedpremierowych to jednak wyjątek i margines problemu.

Bezwzględny charakter praw autorskich i dozwolony użytek

Wszyscy chyba się zgadzamy, że dozwolony użytek jest ograniczeniem monopolu twórczego, jest wyjątkiem i powinien być ściśle interpretowany. Tyle, że nawet przy bardzo ścisłej wykładni nie możemy zapomnieć po co on został wprowadzony do ustawy. Inaczej skończymy na reductio ad absurdum.

Prawo autorskie to nie własność, utwór to nie rzecz. Twórcy przysługują prawa osobiste i majątkowe, ale prawa te mają szereg odmienności od prawa rzeczowego. Nie możemy więc, nawet intuicyjnie, zakładać, że autor może dysponować utworem w taki sam sposób jak rzeczą. Jednym z takich ograniczeń jest prawo dozwolonego użytku, zarówno osobistego jak i publicznego.

Dostęp do utworów, dziedzictwa intelektualnego jest kluczowy dla rozwoju społeczeństw. W dobie społeczeństwa informacyjnego tym bardziej. Z tego powodu twórca musi zgodzić się na pewną daninę na rzecz owego społeczeństwa i ograniczenie swych praw. Jeżeli zakwestionujemy to założenie i skupimy się wyłącznie na ochronie praw majątkowych, to dojdziemy do ideału DRM i kontroli każdego sposobu wykorzystania utworu przez każdego użytkownika. Można i tak, ale wtedy nie zdziwmy się jak zapłacimy opłatę licencyjną za zanucenie utworu na ulicy. W końcu też wkraczamy w twórczy monopol.

Jestem zwolennikiem sprawnego prawa autorskiego, w niektórych aspektach znacznie silniejszego niż teraz i znacznie bardziej pro-twórczego (kosztem m.in. organizacji zbiorowego zarządzania). Ale eksperymentowanie z istotą tego prawa, czyli – obok praw twórcy – prawami użytkowników, uważam za niesłychanie niebezpieczne dla, górnolotnie ujmując, rozwoju nowoczesnego społeczeństwa. Nie możemy też zapomnieć, że chroniąc „wielkich” tego świata, zmieniamy reguły gry dla wszystkich – np. przedłużenie czasu ochrony autorskiej do 70 lat zapewne ucieszyło część producentów, ale w konsekwencji nie sposób legalnie wydać album ze zdjęciami z Powstania Warszawskiego, bo niby od kogo uzyskać stosowną licencję?

Ściąganie w anonimowym środowisku

O ile teza o bezwzględnym charakterze praw majątkowych jest bezsporna, a dyskusja dotyczy zasad wykładni pewnego od niej wyjątku, to teza obecnie omawiana jest – w moim przekonaniu – całkowicie chybiona i wynika z niezrozumienia istoty instytucji dozwolonego użytku.

Autor pisze, iż uzyskiwanie plików zawierających chronione utwory od anonimowych osób nie daje się zakwalifikować jako działanie osób pozostających w kręgu stosunków towarzyskich i będzie nielegalne, nie tylko dlatego, że jednocześnie ze ściągnięciem nastąpi jego udostępnienie, ale przede wszystkim stanowi skopiowanie cudzego utworu poza zakresem art. 23 ust. 2 ustawy. O ile rozumiem, teza jest taka: jak ściągamy od kogoś, kogo nie znamy, to wykraczamy poza dozwolony użytek.

Wniosek taki nie może się ostać. Korzystać z dozwolonego użytku, w tym ściągać pliki na własne potrzeby, może każdy, z każdego źródła, od każdej osoby, nawet najbardziej anonimowej z anonimowych – taki jest sens i brzmienie art. 23 ust. 1 prawa autorskiego. Przecież nagrywając audycję z TV, też nie jestem w żadnym związku osobistym z telewizją. Zapis o kręgu towarzyskim – czyli ustęp drugi tego artykułu – dotyczy tylko rozpowszechniania. J

Naruszenie art. 35 prawa autorskiegos

W odróżnieniu od polemiki w zakresie art. 23, tutaj wkraczamy w pole filozofii i w sumie każdy wniosek jest dobry. Faktycznie, art. 35 prawa autorskiego jest niedoceniany (nie mówiąc o jeszcze ciekawszej dyskusji na gruncie konwencji berneńskiej). Stanowi on, iż dozwolony użytek nie może wykraczać poza „normalne korzystanie z utworu” i godzić w „słuszne interesy twórcy”. Czym jest normalne korzystanie i słuszne interesy, przepis nie mówi.

Nie miejsce tutaj na dogłębną analizę prawa autorskiego. Nie można się jednak zgodzić z tak radykalnym, „finansowym” podejściem, jak czyni to Autor w swoim artykule. Po pierwsze, nie za bardzo widzę jak to producenci zniechęceni są do inwestowania w nowe przedsięwzięcia. To teza publicystyczna – w dużej mierze słupki ukazujące spadek dochodów ze sprzedaży CD są równoważone słupkami przychodów w takich miejsc jak iTunes. Może problemem jest brak dostępności w Polsce sklepów z „legalną” muzyką, a nie nasze prawo? Piractwa nie wyeliminujemy nigdy, ale na pewno wiele osób wolałoby kupować utwory z profesjonalnego źródła, poprawnie opisane, z okładkami etc etc. I z poczuciem „legalności” takich działań. Próba przerzucenia problemu biznesowego na prawo jest, w mojej ocenie, nieusprawiedliwona. Dochody wypożyczalni karoc też kiedyś spadły.

Po drugie, można powtórzyć argumenty przytoczone przy dozwolonym użytku. Twórca musi zgodzić się, że jego prawa są ograniczone – jeżeli art. 35 ma na celu wyłączenie praw użytkowników, to po co w ogóle bawimy się w art. 23? Chcemy ograniczyć go do kaset magnetofonowych?

Po trzecie, i najważniejsze – nie widzę żadnego sposobu, aby rozsądnie oddzielić ziarno od plew. Jeżeli zaczniemy ingerować w prawo autorskie, być może wzmocnimy pozycję twórców i producentów, być może wyeliminujemy piractwo (nie wierzę, ale załóżmy), tyle że strzelimy sobie w kolano. Jeżeli będziemy musieli jako użytkownicy weryfikować „legalność” każdego z utworów, to np. korzystanie z Internetu stanie pod prawniczym znakiem zapytania. Bo jeśli nie wolno mi ściągnąć filmu ani muzyki, to nie wolno mi też ich odsłuchać w streamingu (chyba). A co z radiem internetowym? A co ze stronami www? Przecież to też utwory, od czasu do czasu rozpowszechniane (niestety) bez zgody twórcy.

Moja teza jest taka: nie ma dobrego rozwiązania. Dopóki nie znajdziemy rozsądnego kompromisu, nie zmieniajmy tego co jest. Mimo naruszenia części praw części osób, system per saldo jest wydolny, a alternatywy wydają się zbyt ryzykowne.

Krótkie podsumowanie

Bardziej przemawiają do mnie argumenty za zastosowaniem do ściągania plików instytucji dozwolonego użytku niż argumenty przeciwne. Teza o wykroczeniu poza zakres art. 23 jest – w mojej ocenie – nie do obrony. Próba zawężenia art. 35 wydaje się wielce dyskusyjna, sprzeczna z dotychczasową praktyką i chroniąca tylko jedną stronę. Tyle o zasadach. Co ciekawe, całe nasze wywody nie zmieniają jakże istotnego faktu, że jeśli chodzi o sieci peer-to-peer to ściąganie (nawet dozwolone) oznacza równocześnie rozpowszechnianie (niedozwolone). Proszę więc nie odczytywać tego artykułu jako legitymizację takich zachowań.

Na sam koniec jeszcze jedna uwaga – artykuł został zatytułowany „ściąganie filmów to piractwo, a piractwo to kradzież”. Taką dosłowną konkluzją też się kończy. I choć taka wypowiedź wybrzmiewa nadzwyczaj ładnie, jest ona oczywistą nieprawdą – ściąganie filmów to nie kradzież, vide art. 278 kodeksu karnego i dowolny komentarz do tego przepisu.

6 myśli nt. „Pliki z Internetu – czy jesteśmy piratami, czy też nie?

  1. Kuba Tatarkiewicz

    W całym tekście jest jeden konkretny przykład szkód, jakie zrobiłoby przestrzeganie prawa autorskiego. Niestety, przykład ten jest fałszywy – polecam obejrzenie portalu, który przygotował mój znajomy Witold Kieżun nt. Powstania Warszawskiego:

    http://www.warsawuprising.com

    Wiem, że udało mu się dostać/kupić licencje na wszystkie publikowane zdjęcia – m.in. dlatego, że robił portal w USA i nie chciał ryzykować spraw sądowych.

    Główny argument autora o dostępności utworów (w domyśle – za darmo), która to dostępność ma być konieczna dla rozwoju społeczeństw doby informacyjnej, jest fałszywy. Nikt tego nie sprawdził, a historia pokazuje, że rozwój nowoczesnych społeczeństw NIE opiera się na darmowym kopiowaniu cudzych pomysłów. Proszę np. porównać rozwój społeczeństwa amerykańskiego i polskiego. Jest natomiast wiele przykładów wskazujących, że rozdawnictwo pomysłów szkodzi. Już dawno temu podałem przykład brak opatentowania metody uzyskiwania radu przez panią Curie z powodów ideologicznych – skończyło się na żebraniu o pieniądze na zakup tego materiału dla Instytutu Radowego w Warszawie.

    Odpowiedz
  2. Kuba Tatarkiewicz

    Wpisałem wczoraj komentarz, ale ktoś/coś go wycięło…

    Dla porządku: zdjęcia z Powstania jak najbardziej można legalnie reprodukować – o ile oczywiście chce się być uczciwym. Jako przykład polecam świetną stronę, poświęconą Powstaniu, zrobioną przez Witka Kieżuna:

    http://www.warsawuprising.com

    Innych argumentów rzeczowych i konkretnych w powyższym tekście nie znalazłem. Poza oczywistym: większość zawsze ma rację!

    Odpowiedz
  3. Marcin Maruta Autor wpisu

    tak na bardzo szybko – strona o powstaniu zaiste świetna. Ciekawe, od kogo Pana znajomy dostał taka licencję – kilkoro moich znajomych rozbiło się o mur niemożliwości ustalenia twórcy zdjęcia (wszystkie licencje a la ZAIKS są w tym przypadku niewiele warte).
    Argumentów jednak kilka było, chociażby o zakresie stosowania art. 23 :) Niezależnie, czy się zgadzamy, czy nie, nie można na doraźne potrzeby wywracać do góry nogami systemu.
    Nie sądzę, abyśmy jakoś bardzo się różnili w poglądach – jak najbardziej jestem za ochroną własności intelektualnej. Pytanie tylko jak do niej podejść w sytuacji, w której dotychczasowe metody zawodzą. Nie wydaje mi się, że przykręcenie śruby jest najlepszym sposobem.

    Odpowiedz
  4. GJP

    Kuba Tatarkiewicz napisał: „NIE opiera się na darmowym kopiowaniu cudzych pomysłów. Proszę np. porównać rozwój społeczeństwa amerykańskiego i polskiego”

    a proszę porównać rozwój społecześtwa polskiego, amerykańskiego, europejskiego i … chińskiego;)

    Odpowiedz
  5. GJP

    nie wiem dlaczego w cytatacie wycięło mi początek zdania, który brzmi: „Nikt tego nie sprawdził, a historia pokazuje, że rozwój nowoczesnych społeczeństw (…)”

    Odpowiedz
  6. Pingback: Spore, zabezpieczenia, prawa konsumenta i prawa autorskie … | itlaw.pl - prawo it dla it

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>