Ochrona utworów przez 95 lat?

Dzisiejsza Gazeta Prawna zamieściła informację o pracach Komisji Europejskiej zmierzających do wydłużenia okresu ochrony praw autorskich do nagrań dźwiękowych z 50 (według obecnej dyrektywy, w Polsce mamy 70 letni okres ochrony) do 95 lat. Jest to jeden z mega-tematów prawa autorskiego, wart dłuższego artykułu. Teraz, na szybko i ad vocem: to zły pomysł. Bardzo zły. Najważniejszy z argumentów  to …bezsens patrzenia na prawa autorskie tylko z punktu widzenia utworów „wartościowych”. Przedłużanie ochrony autorskiej ma sens dla tych osób i tych utworów, co do których przywiązana jest określona wartość i zainteresowanie twórcy trwaniem ochrony.

Wskutek bardzo liberalnej definicji utworu (tak też liberalnie podchodzi orzecznictwo), prawo autorskie obejmuje miliardy utworów, od rzeczy zupełnie niekomercyjnych do dzieł The Beatles. Jeśli - chroniąc interesy  liverpoolskiej kapeli – rozszerzamy ochronę, to obejmujemy nią też ową pozostałą, niekomercyjną część. Skutek – wydawcy, twórcy stron www, hobbiści etc nie mogą legalnie korzystać z utworów, bo nie mają jak uzyskać zgody uprawnionego, z reguły NN. Nie da się, na przykład, legalnie wydać albumu ze zdjęciami z Powstania Warszawskiego, bo niby skąd wziąć zgodę? Chcemy zrobić stronę www z amatorskimi nagraniami polskiego folku? W 9 przypadkach na 10 nie dotrzemy do uprawnionych.

Pomysł i Komisji, i organizacji wspierających takie rozszerzenie, prezentuje bardzo wąski (choć bezsprzecznie ekonomicznie najważniejszy) fragment rynku. Tylko, że ponownie eliminujemy dostęp do szeroko pojętej kultury. Gra idzie o duże wartości i nie jest pustym gadaniem prawników czy lobbistów. Czy są rozsądne pomysły? Wydaje się, że najuczciwsze jest jednak pójście w model zbliżony do ochrony patentowej – przyznajemy na dotychczasowych zasadach (zero formalności) ochronę na stosunkowo krótki czas, 10 – 20 lat. W tym czasie wszyscy zainteresowani mogą zarejestrować utwór (tylko rejestracja, żadnych decyzji, stąd model patentowy to wielkie uogólnienie) i na ich żądanie ochrona przedłużałaby się na kolejne okresy – np. na kolejne 20 lat. I wtedy, czemu nie, sumaryczna ochrona może trwać i 95 lat. Taki system, mimo zmiany podejścia do prawa autorskiego, ma szereg zalet (a w dobie internetowych repozytoriów nie jest taki trudny).

Omawiana kwestia ma znaczenie także dla IT – powoli część programów, czy też raczej część ich kodu, zbliża się do wieku 20 lat, ale cały czas są eksploatowane. W wielu wypadkach nie ma zainteresowanego twórcy – ale tknąć kodu nie możemy. Takie skrócenie ochrony umożliwiłoby legalne skorzystanie z tych „bezpańskich” fragmentów, ku pożytkowi nas wszystkich. 

5 myśli nt. „Ochrona utworów przez 95 lat?

  1. tolep

    Nie zauważa Pan słonia w menażerii[1]. Atakuje Pan niedogodności związane z wydłużeniem ochrony, tym samym UZNAJĄC ZASADĘ. Konkretnie: wydumane pojęcie wirtualnej „własności” intelektualnej.
    Dzieło (w sensie niematerialnym) ma twórcę, a NIE MA właściciela. Jedynym prawem autora powinno być – jak sama nazwa sugeruje – uznanie autorstwa.

    [1]To zupełnie jak ci, którzy śmieją się z marchewki, uznanej w Brukseli za owoc, albo z norm krzywizny bananów, pomijając bezsensowność całej Wspólnej Polityki Rolnej.

    Odpowiedz
  2. Marcin Maruta Autor wpisu

    :) Tak, jak najbardziej uznaję zasadę, że autor – obok praw zwanych w naszym systemie osobistymi, ma prawo do czerpania pożytków materialnych ze swojej pracy, czyli dysponowania prawami majątkowymi. Pytanie dla mnie brzmi, jaki zasięg mają mieć te prawa … Ale sama zasada jest bezsporna.

    Odpowiedz
  3. tolep

    Nie neguję, ze autor ma prawo czerpać korzyści z utworu. Neguję tylko to, że jest jego „właścicielem”. Utwór ogłoszony publicznie staje się publiczną „własnością”.

    O ile bowiem teoretycznie wyobrażalne jest zabronienie gimnastykom wykonywania skoku zwanego „blanikiem” (dzięki któremu Leszek Blanik zdobył olimpijskie złoto), to już trudno mi sobie wyobrazić kontrolowanie, czy któryś z tysięcy widzów jakiegoś kabaretu nie będzie powtarzał wśród znajomych dowcipu, który usłyszał z estrady.

    Odpowiedz
  4. Marcin Maruta Autor wpisu

    jak będzie powtarzał, to właśnie skorzysta z dozwolonego użytku osobistego. Autor jest „właścicielem” utworu, ale ta „własność” jest ograniczona, miedzy innymi właśnie owym dozwolonym użytkiem …

    Odpowiedz
  5. Aleksia

    Coż, wydaje się że podobnie jak przy Dyrektywie 2001/29 lobby producentów i „artystów” okazuje się silniejsze niż lobby konsumentów.., i zdrowy rozsądek.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>