W dzisiejszym dniu żadnej informacji nie można być pewnym, ale Computerworld podaje coś takiego … “piraci już wkrótce offline“. Idea prosta i na świecie przebrzękiwana - jak ktoś jest “zły”, odetnijmy mu Internet. A ten zły to pirat, jak chce artykuł - ten, kto “udostępni lub pobierze z Internetu materiał objęty ochroną prawno autorską”. Prima aprilis czy nie, warto do znudzenia powtarzać POBIERANIE Z INTERNETU MATERIAŁÓW OBJĘTYCH OCHRONĄ PRAWNOAUTORSKĄ JEST DOZWOLONE. Nawet w tej chwili Państwo to robicie, czytając tę notkę. Poza tym nie jest chyba właściwe, aby dostawca internetu przesądzał czy coś objęte prawem autorskim i jaki jest zakres dozwolonego użytku?
W każdym razie piszę się na taki proces, jak komuś odetną, proszę o mail :)
Panie Marcinie,
Gołym okiem widać różnicę pomiędzy tekstem opublikowanym w internecie przez autora (jak np. Pański wpis w portalu), a ściąganiem utworu, który złodziej umieścił na serwerze bez zgody autora. Nie wylewajmy od razu dziecka z kąpielą: czym innym jest własność intelektualna autora oraz to, co on/ona robią z nią, a czym innym zwykła kradzież. Odcinanie od internetu ludzi, którzy korzystają z cudzego aktu kradzieży nie jest niczym innym niż np. zabieranie samochodu osobie, która kupiła go od pasera, który kupił go od złodzieja.
Pozdrawiam,
Kuba Tatarkiewicz
@w biegu … `nie, nie zawsze widać :) jest cała masa utworów, co do których - jako potencjalny ściągacz - nie mam pojęcia, czy zostały wrzucone w sieć legalnie czy nie. Co do samochodu to nieszczęśliwe porównanie - ale o tym jutro, Roma vs Manchester nadchodzi :)
To jest bardzo dobre porównanie, bo w Polsce zabiera się samochody osobom, które nabyły je w dobrej wierze, że kupują od legalnego właściciela, a okazało się, że był to towar kradziony. Ściągający utwory (muzyka, filmy) z podejrzanych stron, nie należących do właścicieli praw autorskich, dobrze wiedzą, że kopiują utwory nielegalne. Cały problem polega na tym, że państwo, które swoim autorytetem podtrzymuje konstrukcję prawa, nie potrafi bronić praw autorskich. Stąd dziwaczne zmiany w ustawie, dotyczące właśnie tzw. użytku własnego. A przecież autorzy płacą podatki, m.in. po to, by państwo broniło ich praw. Skutki słabego prawa będą za jakiś czas opłakane - wygra szmira oraz… pornografia.
Chyba czegoś nie rozumiem: Gdyby wspominani piraci ukradli internet, który potem by im odebrano żeby oddać prawowitemu właścicielowi to byłaby analogia. Ale zarówno internet jak i mp3 można ukraść jedynie w sensie metaforycznym.
> Gołym okiem widać różnicę pomiędzy tekstem opublikowanym w internecie
> przez autora (jak np. Pański wpis w portalu), a ściąganiem utworu,
> który złodziej umieścił na serwerze bez zgody autora.
A skąd masz pewność, że treść powyższego wpisu nie została bezczelnie skopiowana z innego bloga?