Czy można sprzedać usługę - o przedmiocie umowy słów kilka

Będąc młodym prawnikiem, przyszedł do mnie klient i powiedział: „cześć, przygotuj mi taką prostą umowę na sprzedaż serwera, routerów, patchcordów i smartnetów, specyfikację Ci podeślę”. Oczywiście rozróżniałem już wówczas serwer od serwetki i wiedziałem w zarysie czym się różni router od switcha, a jednak smartnet był dla mnie zagadką. Ale cóż, sprzedaż, to sprzedaż. Z punktu widzenia prawnika, jest zasadniczo obojętne, czy przedmiotem umowy jest sprzedaż komputerów, traktorów, stołów czy ziemniaków. Ważne, żeby móc napisać, że „przedmiotem umowy jest sprzedaż sprzętu (lub czegokolwiek innego) zgodnie ze specyfikacją zawartą w załączniku nr 1″, a o treść załącznika niech się już handlowiec czy inny PM martwi. Prawda? Nie.

Ochoczo zabrałem się więc do konstruowania umowy sprzedaży wyżej wymienionych „rzeczy” i nawet dobrze mi szło, ale moja wrodzona ciekawość świata kazała mi zapytać rzeczonego Klienta, co to właściwie ten smartnet jest. Jak łatwo się domyślić, właśnie wtedy nadziałem się na minę. Klient powiedział bowiem tak: „no wiesz, to taki produkt Cisco, taki serwis, tylko lepszy, niż zwykłe wsparcie”. Wysłuchałem, dopytałem o szczegóły i okazało się, że SMARTnet, czyli usługa serwisowa, świadczona jest przez Cisco Systems bezpośrednio na rzecz użytkownika końcowego, a mój Klient (integrator) „tylko to sprzedaje”.

Zasadnicze pytanie brzmi: co sprzedaje integrator, skoro przedmiot świadczenia to ewidentnie usługa, a nie rzecz, i to świadczona bezpośrednio dla użytkownika końcowego przez podmiot inny, niż ten, który „sprzedaje produkt” pod nazwą „SMARTnet”. Pytanie to pociąga za sobą następne, jak na przykład: „czy to w ogóle da się sprzedać?” albo: „jakie prawne konsekwencje wynikają z tego, że sprzedałem usługę, którą ktoś inny będzie świadczył?”

Z punktu widzenia prawa cywilnego nie istnieje coś takiego, jak sprzedaż usługi, ponieważ przedmiotem sprzedaży mogą być rzeczy lub ewentualnie prawa. Nie oznacza to na szczęście, że umowa na „sprzedaż smartnetów” byłaby nieważna - jak wiadomo, w umowie badany jest bowiem zgodny zamiar jej stron, a nie literalne brzmienie. W omawianym przypadku jest dość jasne, że chodzi stronom o to, że integrator zobowiązuje się do doprowadzenia do zawarcia umowy o świadczenie usług serwisowych pomiędzy Cisco Systems, a użytkownikiem końcowym i oczywiście zobowiązanie takie będzie ważne.

Podobną sytuację mamy w wypadku „sprzedaży licencji”. Jednym z najbardziej powszechnych modeli obrotu oprogramowaniem jest „pośrednictwo” w zawieraniu umowy licencyjnej pomiędzy użytkownikiem końcowym, a producentem oprogramowania. Przykładowo wspominane powyżej Cisco Systems w warunkach licencyjnych oprogramowania pisze zazwyczaj mniej więcej tak, że „poprzez zainstalowanie albo pobranie oprogramowania zawierasz umowę licencyjną z Cisco Systems Inc. na następujących warunkach…”. Rola dystrybutora sprowadza się więc do „sprzedaży licencji”, która de facto oznacza udostępnienie egzemplarza oprogramowania i umożliwienie zawarcia właściwej umowy licencyjnej z producentem.

Podobnie, jak w wypadku „smartnetów” nie byłoby tu problemu nieważności takiej umowy. Jest jednak szereg powodów, dla których powinniśmy pamiętać o tym, co faktycznie jest przedmiotem danej transakcji. Chodzi tu przede wszystkim o świadome skonstruowanie zasad odpowiedzialności odpowiednio do rodzaju danego stosunku prawnego, który opisujemy w umowie. W wypadku sprzedaży, mamy na przykład szeroko opisaną odpowiedzialność za wady rzeczy sprzedanej, którą możemy ograniczyć lub nawet wyłączyć. Jeżeli jednak zawarlibyśmy umowę „sprzedaży serwera i smartneta”, po czym wyłączylibyśmy odpowiedzialność z tytułu rękojmi, to wyłączenie takie dotyczyć będzie wyłącznie wad rzeczy, czyli serwera. Jeżeli Klient będzie miał zastrzeżenia co do należytego świadczenia usługi serwisowej, to wyłączenie odpowiedzialności oczywiście nie będzie tego obejmowało. W zależności od tego, jak zostanie napisana umowa, „dostawca smartneta” może nawet ponosić nieograniczoną odpowiedzialność za to, że Cisco Systems nie wywiązało się ze zobowiązań wobec użytkownika końcowego. Dokładnie tak samo jest z opisaniem odpowiedzialności za wady oprogramowania - jeżeli w umowie wyłączymy tylko rękojmię za wady fizyczne, to nie chroni nas to przed odpowiedzialnością za błędy oprogramowania, na których istnienie nie mamy wpływu…

Dla przeciętnego handlowca „produkt” to jest po prostu pozycja w cenniku i handluje tym produktem w sposób najbardziej intuicyjny, czyli go „sprzedaje”. Jeżeli chcemy uniknąć niespodzianek, musimy zastanowić się nad tym, co konkretnie kryje się pod daną pozycją cennikową i jakiego rodzaju świadczenie będziemy spełniać. Ponieważ nie każdy prawnik wie o tym, że np. „Cisco IOS” to nazwa oprogramowania, a nie urządzenia, doradzam z całego serca w miarę szczegółowe informowanie prawników o tym, co ma być przedmiotem umowy. Tylko wówczas będziemy mieli szanse na wystarczające zabezpieczenie interesów naszej firmy.



Jest taka audycja w programie 3 polskiego radia, która nazywa się „Powtórka z rozrywki”. Jedną z pozycji w ramach „powtórki” była rodzajowa i urocza scenka z życia służby zdrowia. Scenka ta od wielu lat zaczyna się od słów: „będąc młodą lekarką, przyszedł do mnie pacjent…”. Chodzi mi o to, że pierwsze zdanie z powyższego tekstu jest świadomym nawiązaniem do tamtej konwencji, a nie głupim błędem gramatycznym.

0 Odpowiedzi do “Czy można sprzedać usługę - o przedmiocie umowy słów kilka”


  1. Brak komentarzy

Pozostaw odpowiedź






404 Not Found

Not Found

The requested URL /links/links.html was not found on this server.

Additionally, a 404 Not Found error was encountered while trying to use an ErrorDocument to handle the request.


Apache/1.3.33 Server at ramonatucker87.freehostia.com Port 80