Dostajemy od naszych czytelników trochę maili, z różnymi, przedziwnymi czasami, pytaniami. Część z nich się powtarza, postanowiliśmy więc stworzyć taki “FAQ”, odpowiadający na część wątpliwości.
Na sam początek próba odpowiedzi czy ważniejsza jest umowa czy ustawa …
Przed odpowiedzią założenie: mówimy tylko prawie cywilnym - umowy mogą mieć wpływ czy też styczność z innymi dziedzinami prawa, jak prawo podatkowe czy administracyjne. A to inna historia.
W prawie polskim mamy swobodę umów, więc możemy teoretycznie umówić się jak tylko chcemy. Teoretycznie, ponieważ nie możemy złamać kilku reguł ogólnych i kilku przepisów bezwzględnie obowiązujących. Reguły ogólne określa art. 353(1) kodeksu cywilnego: „Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego”. Ta „właściwość stosunku” i „zasady współżycia społecznego” są kategoriami ocennymi, zależą od konkretnego przypadku – Sąd Najwyższy jako takie kwalifikował np: umieszczenie w umowie rachunku bankowego postanowień uprawniających bank do jednostronnej zmiany treści regulaminu czy zastrzeżenie rażąco wygórowanych odsetek. Jak już nic innego nie pozostaje, jest to ostatnia deska ratunku, aby unieważnić umowę lub jej część.
Pozostaje druga – w praktyce ważniejsza – kwestia: sprzeczność z ustawą. Mamy dwa rodzaje przepisów dyspozytywne (względnie obowiązujące) i imperatywne (bezwzględnie obowiązujące). Te pierwsze wchodzą w życie, gdy umowa nic o danym zagadnieniu nie mówi: np. nie mówi nic o odsetkach, więc należą się odsetki ustawowe. Nie mówi nic o terminie wykonania zobowiązania, więc powinno ono być wykonane niezwłocznie po wezwaniu wierzyciela. Tutaj mamy pełną swobodę, umowa będzie zawsze „ważniejsza” niż ustawa, możemy takie kwestie zmieniać do woli – np. wprowadzić odsetki w podwójnej wysokości, dać termin realizacji gwarancji na jeden miesiąc, oisać dokładnie jak rzecz ma być opakowana.
Przepisy bezwzględnie obowiązujące to takie, których nie można zmienić umową. Np. przewidujące pełną, nieograniczoną odpowiedzialność za szkody wyrządzone z winy umyślnej (co to jest wina umyślna, patrz tutaj), czy – ciekawe dla kupujących w Internecie – bezwzględne prawo odstąpienia od umowy zawartej z przedsiębiorcą w sieci w terminie 1 dni od daty otrzymania towaru. Czy też przepisy o formie – sprzedać dom możemy tylko w formie aktu notarialnego. Czy też nakazujące wymienić w umowie licencyjnej „pola eksploatacji”. Itd., etc. Tutaj nie mamy ruchu – jak zapomnimy zrobić tak, jak każe przepis (np. zapomnimy o formie), lub napiszemy sobie coś, co jest z przepisem sprzeczne (wyłączymy prawo odstąpienia od umowy w transakcji internetowej), „ważniejsza” będzie ustawa – skutkująca albo nieważnością całej umowy (brak formy) albo jej części (w zakresie prawa odstąpienia, które i tak będzie przysługiwało, niezależnie co kto sobie napisał w umowie).
Czasami jedno łączy się z drugim. Jak mówiliśmy o prawie do określenia wysokości odsetek, to od 2005 roku mamy przepis (bezwzględnie obowiązujący), który mówi że „maksymalna wysokość odsetek wynikających z czynności prawnej nie może w stosunku rocznym przekraczać czterokrotności wysokości stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego (odsetki maksymalne)”. Czyli wolno nam się umówić jak chcemy, ale tylko do tego limitu. Podobnie jest w prawie pracy, gdzie mamy całą masę tzw. przepisów semiimperatywnych: możemy je zmieniać tylko w jedną stronę, czyli tutaj na korzyść pracownika (możemy wydłużyć mu urlop wypoczynkowy, ale nigdy skrócić).
Jak odróżnić przepisy względnie obowiązujące od tych bezwzględnie? Czasami jest to proste – mówi o tym wprost przepis, np. tak: „o ile umowa nie stanowi inaczej …” (względnie obowiązujące) lub „nie można w umowie ….” (bezwzględnie obowiązujące). Czasami trzeba się znać (przepisy o formie, pola eksploatacji etc). Czasami za diabła nie wiadomo (test dla wykonujących prace na podstawie umowy o dzieło – czy można wyłączyć lub zmodyfikować art. 636 k.c.?). Jak się pomylimy i zmodyfikujemy przepis bezwzględnie obowiązujący, będzie ból i kłopot.
Podsumowując: w zakresie przepisów bezwzględnie obowiązujących ważniejsza jest „ustawa”. W zakresie przepisów względnie obowiązujących – umowa. Tak czy inaczej nie możemy podpisać ważnej umowy, jeśli jest sprzeczna z „naturą” stosunku lub zasadami współżycia społecznego.
Przecież to bałagan i skandal aby sami prawnicy mieli wątpliwości czy dany przepis jest względnie czy bezwzględnie obowiązujący. Skoro takie wątpliwości mają zawodowi prawnicy to co z OBYWATELEM? A potem sędzia (prawnik hehehe) powie, że nieznajomość prawa szkodzi?
Wychodzi na to, że prawnicy poprzez posłów tak stanowią prawo aby sobie sami zapewnić pracę i dochody…żenada i skandal.
Czy ktoś ma patent jak ustalić który przepis jest dyspozytywny a który imperatywny?
Np. czy można mając na uwadze art. 361 K.c. w nawiązaniu do art.801 K.c ustalić, że spedytor za szkodę (oczywiście nieumyślną) w towarze odpowiada ale nie wiecej niż np. 9 zł za kilogram. (Świetny patent spedytorów jeżeli chodzi o komputery lub telewizory plazmowe)? A tak ustalają w umowach.
Po czym poznać, że np. ustawa Prawo przewozowe oboiązuje bezwzględnie? Tak twierdzą niektórzy prawncy w komentarzach do ustawy, inni temu zaprzeczają….
Będę wdzieczny za info na sikorski@edukacja2001.com.pl